Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy!
W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się zmienić w dyktaturę?
Bo gdy partia rządząca tuż przed głosowaniem zaczyna majstrować przy zasadach, według których ma zostać oceniona przez obywateli, zawsze pojawia się fundamentalne pytanie: czy naprawdę chodzi o ulepszenie demokracji, czy raczej o ulepszenie własnych szans na zwycięstwo?
Dzisiaj to pytanie bardzo głośno wybrzmiewa w Stanach Zjednoczonych.
W Missouri USA Trump i jego republikańskie władze stanowe podjęły próbę przerysowania mapy okręgów wyborczych do Izby Reprezentantów. Nie chodziło o niewinną korektę kilku linii na mapie. Nowy układ mógł pozwolić Republikanom zwiększyć przewagę w delegacji stanu z sześciu do siedmiu mandatów na osiem. Szczególne znaczenie miało rozbicie obszaru Kansas City, z którego od lat wybierany jest demokrata Emanuel Cleaver.
Cała operacja była elementem szerszej strategii Donalda Trumpa i Republikanów przed wyborami połówkowymi w 2026 roku. Chodziło o to, by tam, gdzie jest to politycznie możliwe, zmienić granice okręgów tak, aby zwiększyć szanse własnej partii na zdobywanie mandatów. Associated Press opisuje mapę Missouri wprost jako projekt wspierany przez Trumpa, który mógł dać Republikanom dodatkowe miejsce w Izbie Reprezentantów.
I właśnie tutaj do gry weszli obywatele.

Przeciwnicy nowej mapy zebrali ponad 300 tysięcy podpisów pod inicjatywą referendum. Sąd Najwyższy Missouri uznał, że wniosek był prawidłowy. Złożony w terminie, a więc nowa mapa nie mogła po prostu wejść w życie bez decyzji wyborców. Stanowy sąd stwierdził, że obowiązują okręgi wyznaczone w 2022 roku. Nowy podział może zacząć obowiązywać dopiero wtedy, gdy zaakceptują go mieszkańcy w referendum.
Sprawa zrobiła się jeszcze bardziej osobliwa, gdy sąd federalny nakazał użycie nowej mapy, mimo wcześniejszej decyzji sądu stanowego. Ostatecznie interweniował Sąd Najwyższy USA i sytuacja wróciła do punktu, w którym listopadowe wybory mają odbywać się według wcześniejszych granic.
Można oczywiście dyskutować o amerykańskich szczegółach prawnych. Można mówić o kompetencjach stanów, referendach, federalizmie czy prawach legislatury do wyznaczania okręgów.
Ale politycznie sprawa jest znacznie prostsza.
Partia posiadająca władzę próbowała zmienić zasady podziału mandatów w taki sposób, który dawał jej szansę zdobycia dodatkowego miejsca.
A to brzmi znajomo.


Polska też zna poprawianie zasad przed wyborami.
Nie trzeba patrzeć za ocean Trumpa czy USA, żeby zobaczyć, jak niebezpieczna jest pokusa zmieniania reguł wyborczych przez tych, którzy akurat rządzą.
Wiosną 2020 roku Polska była w środku pandemii COVID-19. Wybory prezydenckie miały odbyć się 10 maja, a urzędujący prezydent Andrzej Duda, wspierany przez Prawo i Sprawiedliwość, ubiegał się o drugą kadencję.
W normalnej sytuacji można byłoby oczekiwać, że w obliczu niespotykanego kryzysu partie polityczne wspólnie uzgodnią rozwiązanie pozwalające bezpiecznie przeprowadzić wybory albo przesunąć ich termin.
Stało się inaczej.
6 kwietnia 2020 roku do Sejmu wpłynął projekt ustawy przewidujący przeprowadzenie wyborów prezydenckich wyłącznie korespondencyjnie. Tego samego dnia odbyły się kolejne etapy prac parlamentarnych. Ustawa przewidywała fundamentalną zmianę sposobu głosowania w wyborach, które miały odbyć się zaledwie kilka tygodni później.
To nie była drobna korekta techniczna.
Projekt przenosił część istotnych zadań związanych z organizacją wyborów z tradycyjnej administracji wyborczej do struktur rządowych, między innymi do ministra aktywów państwowych. Przewidywał powszechne głosowanie korespondencyjne, dostarczanie pakietów przez operatora pocztowego i szczególne zasady przygotowania głosowania.
OBWE/ODIHR alarmowało już 7 kwietnia, że tak daleko idące zmiany były procedowane w sposób dający bardzo ograniczone możliwości realnej debaty publicznej. Późniejszy raport międzynarodowych obserwatorów stwierdził, że część zmian zagroziła stabilności i przejrzystości prawa wyborczego oraz miała wpływ między innymi na kampanię, finansowanie wyborów i sposób głosowania.
Planowane wybory 10 maja ostatecznie się nie odbyły. Państwowa Komisja Wyborcza stwierdziła, że wyborcy nie mieli możliwości oddania głosu. Kilka tygodni później uchwalono kolejną specjalną ustawę, a wybory przeprowadzono 28 czerwca i 12 lipca.
Czy PiS tłumaczył swoje działania pandemią i konstytucyjnymi terminami? Oczywiście.
I ten argument trzeba uczciwie odnotować.
Ale równie uczciwie trzeba przypomnieć, że beneficjentem utrzymania szybkiego terminu wyborów był urzędujący prezydent wspierany przez partię rządzącą. Andrzej Duda miał ogromną rozpoznawalność, a pandemia praktycznie sparaliżowała tradycyjną kampanię jego konkurentów. Dlatego przeciwnicy PiS oceniali wówczas działania większości parlamentarnej nie jako neutralne ratowanie wyborów, lecz jako próbę stworzenia warunków korzystnych politycznie dla własnego kandydata.
POLITYK NIE POWINIEN ZMIENIAĆ ZASAD POLITYKI W TRAKCIE TRWANIA WŁASNEJ KADENCJI?
To ważne rozróżnienie: intencji politycznej nie da się udowodnić samym tekstem ustawy. Można natomiast oceniać skutki, tempo procedowania i to, kto na zmianach potencjalnie korzystał.
I właśnie dlatego stabilność prawa wyborczego jest tak istotna.
W 2023 roku historia częściowo się powtórzyła
Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku większość PiS ponownie dokonała poważnej nowelizacji Kodeksu wyborczego. Ustawę uchwalono 26 stycznia, Senat chciał ją odrzucić, Sejm odrzucił stanowisko Senatu, a 13 marca podpisał ją prezydent Andrzej Duda.
Zmiany obejmowały między innymi organizację obwodów głosowania, Centralny Rejestr Wyborców oraz rozwiązania mające ułatwić części obywateli dotarcie do lokali wyborczych.
Można oczywiście argumentować — i PiS tak argumentował — że celem było zwiększenie frekwencji i ułatwienie ludziom głosowania.
Problem polegał na czymś innym: tak istotne zmiany dokonywano w roku wyborczym.
ODIHR po wyborach w 2023 roku zwróciło uwagę, że zmiany prawa zostały przyjęte krótko przed głosowaniem i bez wystarczających konsultacji publicznych. Międzynarodowi obserwatorzy stwierdzili również, że choć wybory były konkurencyjne, partia rządząca korzystała z wyraźnej przewagi wynikającej między innymi z wykorzystania zasobów państwa i sposobu działania mediów publicznych.
To powinno dawać do myślenia niezależnie od tego, czy ktoś głosuje na PiS, Platformę, Konfederację, Lewicę czy kogokolwiek innego.
Problem zaczyna się wtedy, gdy zawodnik ustawia bramki
Demokracja nie polega wyłącznie na tym, że raz na cztery lata można wrzucić kartkę do urny.
Demokracja wymaga również przekonania obywateli, że reguły gry nie są pisane pod konkretny wynik.
Wyobraźmy sobie mecz piłkarski, w którym jedna z drużyn nie tylko wychodzi na boisko, ale jednocześnie przed rozpoczęciem spotkania może przesunąć bramkę przeciwnika, zwęzić własną i wyznaczyć linie boczne.
Nadal można powiedzieć, że mecz się odbył.
Nadal obie drużyny mogą biegać po boisku.
Tylko coraz trudniej mówić o równych zasadach.
W Missouri chodziło o linie okręgów wyborczych. W Polsce w 2020 roku o sposób przeprowadzenia wyborów prezydenckich, a w 2023 roku o istotne elementy Kodeksu wyborczego. Mechanizmy prawne były różne, systemy polityczne są różne i byłoby uproszczeniem twierdzić, że wszystkie te przypadki są identyczne.
GDYBY PiS ZABRAŁO MANDATY POSELSKIE WARSZAWIE I DAŁO RZESZOWOWI, CO WTEDY BY SIĘ STAŁO?
Łączy je jednak coś znacznie bardziej fundamentalnego: pokusę, by większość polityczna wykorzystała możliwość stanowienia prawa również do kształtowania warunków następnych wyborów.
Tu właśnie powinien działać bezpiecznik.
Sądy. Niezależna administracja wyborcza. Wolne media. Organizacje obywatelskie. Stabilne przepisy. I przede wszystkim zasada, że najważniejszych reguł wyborczych nie zmienia się na ostatniej prostej tylko dlatego, że arytmetyka polityczna zaczyna wyglądać niekorzystnie.
Demokracja zaczyna się przed wrzuceniem karty do urny
W Missouri bezpieczniki zadziałały.
Obywatele zebrali podpisy. Sprawa trafiła do sądów. Próba zastosowania nowej mapy została zatrzymana, a o jej przyszłości mają wypowiedzieć się wyborcy.
Czy zakończy to amerykański gerrymandering? Oczywiście, że nie. Demokraci również mają na swoim koncie manipulowanie granicami okręgów tam, gdzie kontrolowali legislatury stanowe. Problem nie ma legitymacji partyjnej.
I właśnie to jest najważniejsza lekcja również dla Polski.
Nie chodzi o to, żeby powiedzieć: Trump jest jak PiS albo PiS jest jak Trump.
Chodzi o znacznie ważniejszą zasadę.
Prawo wyborcze nie powinno być narzędziem kampanii wyborczej.
Jeżeli rządzący dochodzą do wniosku, że najłatwiejszym sposobem na poprawienie swoich szans jest poprawienie zasad wyborów, demokracja zaczyna się psuć jeszcze zanim pierwszy obywatel podejdzie do urny.
Najlepszym testem każdej zmiany prawa wyborczego jest więc bardzo proste pytanie:
Czy rządzący zgodziliby się na dokładnie takie same przepisy, gdyby za kilka miesięcy mieli znaleźć się w opozycji?
Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, prawdopodobnie nie jest to reforma demokracji.
To jest reforma wyniku.
FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ
-
Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu
Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…
-
Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?
Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…
-
Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.
Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…
-
Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.
Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…
-
Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.
Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…
-
Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!
Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…











