Kiedy koledzy mają kwity na tatusia, syn dostaje nagle AWANS?
W Polsce istnieje wyjątkowo skuteczny program aktywizacji zawodowej. Nie trzeba go szukać w urzędach pracy, nie trzeba wypełniać wniosków i nie wymaga on nawet oficjalnej rejestracji. Wystarczy znaleźć się odpowiednio blisko polityki. Najlepiej jako działacz, współpracownik, znajomy. A czasem — zupełnym przypadkiem — jako syn, córka, żona, mąż czy inny krewny osoby sprawującej władzę.
Zmieniają się partie. Zmieniają się premierzy. Budują się nowe hasła na billboardach. Jedno pozostaje zadziwiająco trwałe: przekonanie, że spółki Skarbu Państwa, miejskie przedsiębiorstwa i publiczne instytucje są czymś pomiędzy urzędem a partyjnym biurem pośrednictwa pracy.
Najnowszy przykład daje Bychawa. Mateusz Lorek, syn posła PiS Grzegorza Lorka, trafił do Bychawskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego w czerwcu 2024 roku. Miał 27 lat i był niedługo po studiach prawniczych. Najpierw został wiceprezesem, a po kilku miesiącach — prezesem. Propozycję pracy otrzymał od burmistrz Marty Krzyżak, również należącej do PiS. Zarówno on, jak i władze miasta zapewniają, że pokrewieństwo oraz polityka nie miały przy nominacji żadnego znaczenia.
I być może rzeczywiście nie miały.


Niestety ten scenariusz dotyka każdej partii.
Tyle że właśnie w tym miejscu zaczyna się problem.
Bo obywatel nie powinien być zmuszany do wiary.
Powinien mieć możliwość sprawdzenia.
Jeżeli stanowisko w publicznej spółce otrzymuje syn posła, nie wystarczy powiedzieć: „jest kompetentny”. Należy pokazać otwarty konkurs, kryteria, listę kandydatów, doświadczenie każdego z nich i uzasadnienie wyboru. Nie dlatego, że dzieci polityków powinny mieć zakaz kariery. Przeciwnie. Powinny mieć takie samo prawo do niej jak wszyscy.
Tylko nie większe.
Historia III RP pokazuje tymczasem, że zdumiewająco często właściwi ludzie znajdują się we właściwym miejscu dokładnie wtedy, gdy ich partia, znajomy albo krewny uzyskuje wpływ na obsadę stanowisk.
W 2012 roku „Puls Biznesu” opublikował zestawienie 428 działaczy Platformy Obywatelskiej, członków ich rodzin i znajomych zatrudnionych w spółkach oraz instytucjach publicznych. Gazeta wyliczała, że w ciągu kilku lat osoby te otrzymały z publicznych podmiotów około 200 mln zł. Było to szczególnie gorzkie w zestawieniu z wcześniejszymi deklaracjami Donalda Tuska o zakończeniu politycznego zawłaszczania państwowych spółek.
Jeszcze wcześniej Platforma przeżyła sprawę Zyty Gilowskiej. W jej biurze poselskim pracowała synowa, a syn otrzymywał wynagrodzenie za ekspertyzy. Kontrowersja była na tyle poważna, że sprawą zajmowały się władze partyjne, a Gilowska ostatecznie opuściła PO. Po tej aferze przeprowadzono nawet ankietę wśród parlamentarzystów. Okazało się, że 23 parlamentarzystów zatrudniało łącznie 27 krewnych.
CZY TEGO RAKA MOŻNA WYCIĄĆ Z POLSKIEJ SCENY POLITYCZNEJ?
Potem przyszły słynne „taśmy PSL”. Rozmowy ujawnione w 2012 roku dotyczyły między innymi nieprawidłowości w instytucjach i spółkach związanych z resortem rolnictwa. Skandal doprowadził do dymisji ministra rolnictwa Marka Sawickiego, a działalnością spółki Elewarr zainteresowały się organy państwa. NIK wskazywała między innymi na powołanie prezesa bez konkursu oraz nienależnie wypłacone wynagrodzenia.
Można było wtedy pomyśleć: będzie nauczka.
Nie była.
Gdy PiS przejęło władzę, mechanizm nie zniknął. Zmieniły się przede wszystkim nazwiska. W 2017 roku „Puls Biznesu” opisywał już około tysiąca osób związanych z nową ekipą, jej działaczami, rodzinami i znajomymi, które znalazły miejsca w publicznych instytucjach i spółkach.
Skala problemu stała się na tyle niewygodna, że w 2021 roku samo Prawo i Sprawiedliwość przyjęło uchwałę ograniczającą zatrudnianie najbliższych rodzin parlamentarzystów w spółkach Skarbu Państwa. Niedługo później informowano, że 13 członków rodzin polityków PiS zrezygnowało z funkcji we władzach spółek nadzorowanych przez Ministerstwo Aktywów Państwowych. Wśród wymienianych osób byli między innymi żona europosła Ryszarda Czarneckiego i syn byłego ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego.
Sama konieczność uchwalania przez partię „uchwały antynepotycznej” jest zresztą dość niezwykłym komentarzem do sytuacji.
To trochę tak, jakby restauracja wywiesiła na drzwiach napis: „Od dziś kucharze zobowiązują się nie pluć do zupy”.
Człowiek zaczyna się zastanawiać, dlaczego w ogóle trzeba było to zapisywać.
Ale najważniejsze jest coś innego: nepotyzm i polityczne kolesiostwo nie są wyłącznie chorobą jednej partii. To byłoby nawet pocieszające. Wystarczyłoby wówczas zmienić władzę.
Tymczasem polskie doświadczenie uczy czegoś znacznie bardziej ponurego.
Zmiana władzy bardzo często nie likwiduje stołków politycznych.
Zmienia tylko ludzi, którzy na nich siedzą.
KIEDY POLITYK PRZETKANIE BYĆ WIĘŹNIEM PARTII
Dowody na strukturalny charakter problemu znaleźć można także w raportach Najwyższej Izby Kontroli. Już przed laty NIK zwracała uwagę, że samorządy powoływały członków rad nadzorczych spółek komunalnych bez konkursów. Izba wprost wskazywała, że taki sposób obsadzania stanowisk nie sprzyja transparentności ani wyłanianiu najlepiej przygotowanych kandydatów.
W 2025 roku NIK skontrolowała 18 komunalnych spółek należących do samorządów. We wszystkich stwierdzono nieprawidłowości dotyczące wynagrodzeń lub świadczeń dodatkowych. Łączna kwota nienależnych wynagrodzeń wyniosła blisko 2,9 mln zł, a nieprawidłowych świadczeń dodatkowych — kolejne 1,3 mln zł. Po kontroli skierowano trzy zawiadomienia do prokuratury.
Czy każda osoba związana z politykiem, która otrzymuje publiczne stanowisko, jest niekompetentna?
Oczywiście, że nie.
I właśnie dlatego tak potrzebne są przejrzyste procedury.
Nepotyzm niszczy bowiem nie tylko wtedy, gdy na stanowisku ląduje człowiek słaby. Niszczy również wtedy, gdy stanowisko obejmuje człowiek kompetentny, ale procedura jego wyboru jest tak nieprzejrzysta, że połowa społeczeństwa podejrzewa układ.
Traci wtedy państwo, spółka, a nawet obywatel.
I paradoksalnie traci także sam nominowany, ponieważ do końca kariery będzie musiał odpowiadać na pytanie, czy awansował dzięki własnym umiejętnościom, czy dzięki nazwisku zapisanym w telefonie właściwej osoby.
Dlatego odpowiedzią nie może być kolejna partyjna uchwała ani zapewnienie rzecznika, że „decyzja była merytoryczna”.
Potrzebne są zasady, których politycy nie mogą dowolnie naginać.
Jawne konkursy. Publiczne kryteria. Ujawnianie liczby kandydatów. Publikowanie doświadczenia osób zakwalifikowanych do finału. Pisemne uzasadnienie wyboru. Obowiązek ujawnienia bliskich relacji rodzinnych i politycznych z osobami mającymi wpływ na decyzję. Niezależne rady nadzorcze. Realne sankcje za obchodzenie procedur.
A przede wszystkim potrzebna jest zmiana sposobu myślenia.
Spółka komunalna nie jest nagrodą za kampanię.
Spółka Skarbu Państwa nie jest partyjnym funduszem zatrudnienia.
Urząd nie jest miejscem rehabilitacji polityków, którzy chwilowo stracili mandat.
Publiczne stanowisko nie należy do PO, PiS, PSL, Lewicy ani żadnej przyszłej partii, która będzie przekonywała Polaków, że właśnie ona przyszła „posprzątać”.
Należy do państwa.
A państwo należy do obywateli.
Polska polityka od lat próbuje wmówić wyborcom, że po każdych wyborach musimy wybierać między „naszymi” i „ich” ludźmi na stanowiskach.
Nie musimy.
Możemy zażądać, żeby zamiast „naszych” i „ich” byli po prostu najlepsi.
A gdy polityk następnym razem zapewni, że syn, żona, kolega albo partyjny współpracownik dostał publiczną posadę wyłącznie dzięki wyjątkowym kompetencjom, odpowiedź powinna być bardzo prosta:
Świetnie.
Pokażcie konkurs.
-
Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.
Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…
-
Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!
Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…
-
Wulkan dyktuje rozkład. Indonezja oraz Bali między chmurą popiołu, a odwołanym lotem!
Czy Bali w tej sytuacji jest bezpieczne? Siedem zamkniętych lotnisk, około 2,3 tysiąca zakłóconych lotów i ponad 270 tysięcy pasażerów dotkniętych utrudnieniami od 5 września. Tak wygląda najnowszy bilans indonezyjskiego Ministerstwa Transportu. Erupcja Anak Krakatau zmieniła podróże po archipelagu w oczekiwanie na kolejne komunikaty. Bali przyjmuje samoloty, ale otwarte lotnisko nie gwarantuje, że zaplanowany lot…
-
Zondacrypto: miliardy w tle, kolejne zatrzymania i pytanie, na które wciąż nie znamy odpowiedzi
Czy ta afera doprowadzi śledczych do Nawrockiego? Jeszcze kilka miesięcy temu sprawa Zondacrypto mogła wyglądać jak kolejny kryzys giełdy kryptowalutowej: problemy z wypłatami, niezadowoleni klienci, spory o pieniądze. Dziś ten obraz jest zdecydowanie bardziej ponury. Mamy tysiące zawiadomień, postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Krajową, działania Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, upadłość operatora giełdy, serię zatrzymań, wątek majątku…
-
Dlaczego Rosja zaczyna prosić o rozejm?
Wysłannicy Trumpa w misji pomiędzy Moskwą a Kijowem. Przez kilka lat Kreml próbował przekonać świat, że czas pracuje na korzyść Rosji. Że rosyjska gospodarka wytrzyma sankcje, przemysł wojenny będzie produkował bez końca, armia będzie miała kolejnych żołnierzy, a Zachód wcześniej czy później zmęczy się Ukrainą. Dziś ten obraz wygląda znacznie mniej przekonująco. Rosja nadal jest…
-
PiS kontra Morawiecki. Czy wojna na prawicy ma drugie dno?
Wojna na prawicy ma drugie dno? Cień raportu o Nawrockim wraca nad PiS Konflikt PiS i Mateusza Morawieckiego coraz mniej przypomina zwykły spór personalny. Oficjalnie chodzi o wpływy, stanowiska i przyszłość prawej strony sceny politycznej. W praktyce stawką może być znacznie więcej: kontrola nad polityczną narracją, lojalnością dawnych współpracowników i wiedzą o kulisach najważniejszych decyzji…















