Polska rodzina na swoim. Tylko rachunek płaci podatnik

0
64

Kiedy koledzy mają kwity na tatusia, syn dostaje nagle AWANS?

W Polsce istnieje wyjątkowo skuteczny program aktywizacji zawodowej. Nie trzeba go szukać w urzędach pracy, nie trzeba wypełniać wniosków i nie wymaga on nawet oficjalnej rejestracji. Wystarczy znaleźć się odpowiednio blisko polityki. Najlepiej jako działacz, współpracownik, znajomy. A czasem — zupełnym przypadkiem — jako syn, córka, żona, mąż czy inny krewny osoby sprawującej władzę.

Zmieniają się partie. Zmieniają się premierzy. Budują się nowe hasła na billboardach. Jedno pozostaje zadziwiająco trwałe: przekonanie, że spółki Skarbu Państwa, miejskie przedsiębiorstwa i publiczne instytucje są czymś pomiędzy urzędem a partyjnym biurem pośrednictwa pracy.

Najnowszy przykład daje Bychawa. Mateusz Lorek, syn posła PiS Grzegorza Lorka, trafił do Bychawskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego w czerwcu 2024 roku. Miał 27 lat i był niedługo po studiach prawniczych. Najpierw został wiceprezesem, a po kilku miesiącach — prezesem. Propozycję pracy otrzymał od burmistrz Marty Krzyżak, również należącej do PiS. Zarówno on, jak i władze miasta zapewniają, że pokrewieństwo oraz polityka nie miały przy nominacji żadnego znaczenia.

I być może rzeczywiście nie miały.

Niestety ten scenariusz dotyka każdej partii.

Tyle że właśnie w tym miejscu zaczyna się problem.

Bo obywatel nie powinien być zmuszany do wiary.

Powinien mieć możliwość sprawdzenia.

Jeżeli stanowisko w publicznej spółce otrzymuje syn posła, nie wystarczy powiedzieć: „jest kompetentny”. Należy pokazać otwarty konkurs, kryteria, listę kandydatów, doświadczenie każdego z nich i uzasadnienie wyboru. Nie dlatego, że dzieci polityków powinny mieć zakaz kariery. Przeciwnie. Powinny mieć takie samo prawo do niej jak wszyscy.

Tylko nie większe.

Historia III RP pokazuje tymczasem, że zdumiewająco często właściwi ludzie znajdują się we właściwym miejscu dokładnie wtedy, gdy ich partia, znajomy albo krewny uzyskuje wpływ na obsadę stanowisk.

W 2012 roku „Puls Biznesu” opublikował zestawienie 428 działaczy Platformy Obywatelskiej, członków ich rodzin i znajomych zatrudnionych w spółkach oraz instytucjach publicznych. Gazeta wyliczała, że w ciągu kilku lat osoby te otrzymały z publicznych podmiotów około 200 mln zł. Było to szczególnie gorzkie w zestawieniu z wcześniejszymi deklaracjami Donalda Tuska o zakończeniu politycznego zawłaszczania państwowych spółek.

Jeszcze wcześniej Platforma przeżyła sprawę Zyty Gilowskiej. W jej biurze poselskim pracowała synowa, a syn otrzymywał wynagrodzenie za ekspertyzy. Kontrowersja była na tyle poważna, że sprawą zajmowały się władze partyjne, a Gilowska ostatecznie opuściła PO. Po tej aferze przeprowadzono nawet ankietę wśród parlamentarzystów. Okazało się, że 23 parlamentarzystów zatrudniało łącznie 27 krewnych.

CZY TEGO RAKA MOŻNA WYCIĄĆ Z POLSKIEJ SCENY POLITYCZNEJ?

https://youtube.com/shorts/nnp4XQphctU

Potem przyszły słynne „taśmy PSL”. Rozmowy ujawnione w 2012 roku dotyczyły między innymi nieprawidłowości w instytucjach i spółkach związanych z resortem rolnictwa. Skandal doprowadził do dymisji ministra rolnictwa Marka Sawickiego, a działalnością spółki Elewarr zainteresowały się organy państwa. NIK wskazywała między innymi na powołanie prezesa bez konkursu oraz nienależnie wypłacone wynagrodzenia.

Można było wtedy pomyśleć: będzie nauczka.

Nie była.

Gdy PiS przejęło władzę, mechanizm nie zniknął. Zmieniły się przede wszystkim nazwiska. W 2017 roku „Puls Biznesu” opisywał już około tysiąca osób związanych z nową ekipą, jej działaczami, rodzinami i znajomymi, które znalazły miejsca w publicznych instytucjach i spółkach.

Skala problemu stała się na tyle niewygodna, że w 2021 roku samo Prawo i Sprawiedliwość przyjęło uchwałę ograniczającą zatrudnianie najbliższych rodzin parlamentarzystów w spółkach Skarbu Państwa. Niedługo później informowano, że 13 członków rodzin polityków PiS zrezygnowało z funkcji we władzach spółek nadzorowanych przez Ministerstwo Aktywów Państwowych. Wśród wymienianych osób byli między innymi żona europosła Ryszarda Czarneckiego i syn byłego ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego.

Sama konieczność uchwalania przez partię „uchwały antynepotycznej” jest zresztą dość niezwykłym komentarzem do sytuacji.

To trochę tak, jakby restauracja wywiesiła na drzwiach napis: „Od dziś kucharze zobowiązują się nie pluć do zupy”.
Człowiek zaczyna się zastanawiać, dlaczego w ogóle trzeba było to zapisywać.

Ale najważniejsze jest coś innego: nepotyzm i polityczne kolesiostwo nie są wyłącznie chorobą jednej partii. To byłoby nawet pocieszające. Wystarczyłoby wówczas zmienić władzę.

Tymczasem polskie doświadczenie uczy czegoś znacznie bardziej ponurego.

Zmiana władzy bardzo często nie likwiduje stołków politycznych.

Zmienia tylko ludzi, którzy na nich siedzą.

KIEDY POLITYK PRZETKANIE BYĆ WIĘŹNIEM PARTII

Dowody na strukturalny charakter problemu znaleźć można także w raportach Najwyższej Izby Kontroli. Już przed laty NIK zwracała uwagę, że samorządy powoływały członków rad nadzorczych spółek komunalnych bez konkursów. Izba wprost wskazywała, że taki sposób obsadzania stanowisk nie sprzyja transparentności ani wyłanianiu najlepiej przygotowanych kandydatów.

W 2025 roku NIK skontrolowała 18 komunalnych spółek należących do samorządów. We wszystkich stwierdzono nieprawidłowości dotyczące wynagrodzeń lub świadczeń dodatkowych. Łączna kwota nienależnych wynagrodzeń wyniosła blisko 2,9 mln zł, a nieprawidłowych świadczeń dodatkowych — kolejne 1,3 mln zł. Po kontroli skierowano trzy zawiadomienia do prokuratury.

Czy każda osoba związana z politykiem, która otrzymuje publiczne stanowisko, jest niekompetentna?

Oczywiście, że nie.

I właśnie dlatego tak potrzebne są przejrzyste procedury.

Nepotyzm niszczy bowiem nie tylko wtedy, gdy na stanowisku ląduje człowiek słaby. Niszczy również wtedy, gdy stanowisko obejmuje człowiek kompetentny, ale procedura jego wyboru jest tak nieprzejrzysta, że połowa społeczeństwa podejrzewa układ.

Traci wtedy państwo, spółka, a nawet obywatel.

I paradoksalnie traci także sam nominowany, ponieważ do końca kariery będzie musiał odpowiadać na pytanie, czy awansował dzięki własnym umiejętnościom, czy dzięki nazwisku zapisanym w telefonie właściwej osoby.

Dlatego odpowiedzią nie może być kolejna partyjna uchwała ani zapewnienie rzecznika, że „decyzja była merytoryczna”.

Potrzebne są zasady, których politycy nie mogą dowolnie naginać.

Jawne konkursy. Publiczne kryteria. Ujawnianie liczby kandydatów. Publikowanie doświadczenia osób zakwalifikowanych do finału. Pisemne uzasadnienie wyboru. Obowiązek ujawnienia bliskich relacji rodzinnych i politycznych z osobami mającymi wpływ na decyzję. Niezależne rady nadzorcze. Realne sankcje za obchodzenie procedur.

A przede wszystkim potrzebna jest zmiana sposobu myślenia.

Spółka komunalna nie jest nagrodą za kampanię.

Spółka Skarbu Państwa nie jest partyjnym funduszem zatrudnienia.

Urząd nie jest miejscem rehabilitacji polityków, którzy chwilowo stracili mandat.

Publiczne stanowisko nie należy do PO, PiS, PSL, Lewicy ani żadnej przyszłej partii, która będzie przekonywała Polaków, że właśnie ona przyszła „posprzątać”.

Należy do państwa.

A państwo należy do obywateli.

Polska polityka od lat próbuje wmówić wyborcom, że po każdych wyborach musimy wybierać między „naszymi” i „ich” ludźmi na stanowiskach.

Nie musimy.

Możemy zażądać, żeby zamiast „naszych” i „ich” byli po prostu najlepsi.

A gdy polityk następnym razem zapewni, że syn, żona, kolega albo partyjny współpracownik dostał publiczną posadę wyłącznie dzięki wyjątkowym kompetencjom, odpowiedź powinna być bardzo prosta:

Świetnie.

Pokażcie konkurs.

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj