Lobbysta nie musi pisać ustawy. Wystarczy, że napisze argument.

W polskiej polityce słowo „lobbing” działa niemal jak oskarżenie. Kiedy pada, natychmiast wyobrażamy sobie korytarz sejmowy, dyskretną rozmowę, biznesmena z teczką i polityka, który chwilę później podnosi rękę podczas głosowania.

Tyle że współczesny lobbing zwykle wygląda znacznie subtelniej.

Najskuteczniejszy lobbysta nie musi bowiem kupować polityka. Nie musi nawet z nim rozmawiać. Czasem wystarczy, że dostarczy mu argument, ekspertyzę, gotową narrację i politycznie wygodne uzasadnienie decyzji.

I właśnie dlatego historia państwowego eDziennika jest ciekawsza niż kolejna awantura między rządem a Pałacem Prezydenckim.

Prezydent Karol Nawrocki 28 sierpnia 2026 roku zawetował ustawę umożliwiającą stworzenie państwowego eDziennika. Oficjalnie wśród zastrzeżeń pojawiły się koszty, bezpieczeństwo danych oraz ryzyko problemów przy wdrażaniu rozwiązania. Sam fakt weta jest bezsporny. Bezsporne jest również to, że projekt stworzyłby publiczną konkurencję dla działających już na rynku systemów komercyjnych.

I tu zaczyna się część znacznie ciekawsza.

Rządowa propozycja nie zakładała wyrzucenia prywatnych dostawców ze szkół. Według dostępnych informacji korzystanie z państwowego systemu miało być dobrowolne, a decyzję podejmowałaby szkoła wraz z organem prowadzącym. Państwo chciało jednak zaoferować bezpłatną alternatywę zintegrowaną między innymi z mObywatelem i Systemem Informacji Oświatowej. Maksymalny limit wydatków zapisany dla projektu na lata 2026–2035 wynosił około 216,5 mln zł.

Dla rodzica może to brzmieć jak dyskusja o aplikacji.

prezydent cba
prezydent cba

Dla biznesu jest to jednak dyskusja o rynku.

Tam, gdzie państwo wchodzi z bezpłatną usługą na obszar obsługiwany dotąd przez podmioty komercyjne, pojawia się oczywisty konflikt interesów ekonomicznych. I nie ma w tym jeszcze niczego nagannego. Firma ma prawo bronić swojego rynku. Organizacja przedsiębiorców ma prawo przekonywać polityków, że państwowy konkurent będzie drogi, niewydolny albo niebezpieczny. Ekspert ma prawo przedstawić analizę wskazującą słabe strony projektu.

To właśnie jest lobbing.

Polska ustawa mówi o tym zaskakująco jasno. Działalnością lobbingową jest zgodne z prawem działanie zmierzające do wywarcia wpływu na organy władzy publicznej w procesie stanowienia prawa.

Problemem demokracji nie jest więc istnienie lobbingu. Problemem jest niewidzialność lobbingu.

Od interesu do „niezależnego argumentu”

Model działania jest często prosty.

Na początku istnieje interes ekonomiczny.

Firma może stracić klientów, przychody albo uprzywilejowaną pozycję rynkową. Nie występuje jednak publicznie z komunikatem: „prosimy zatrzymać tę ustawę, ponieważ może zmniejszyć nasze zyski”.

Taki argument politycznie brzmi źle.

Dlatego interes trzeba przetłumaczyć na język dobra publicznego.

Zamiast: „stracimy rynek”, pojawia się: „państwo wypiera prywatnych przedsiębiorców”.

Zamiast: „nasz model biznesowy zostanie zagrożony”, pojawia się: „centralizacja danych zagraża bezpieczeństwu dzieci”.

Każdy z tych argumentów może być prawdziwy. Każdy należy sprawdzić. I właśnie tutaj tkwi sedno problemu.

Nie chodzi o to, czy argument jest wygodny dla biznesu.

CZY DUOPOL W TEJ BRANŻY STRACIŁBY MILIONY?

Chodzi o to, kto go stworzył, kto go przekazał politykowi, na jakich danych został oparty i czy odbiorca wiedział, czyj interes za nim stoi.

W sprawie eDziennika wiceministra Katarzyna Lubnauer zwróciła uwagę, że część argumentów używanych przeciwko projektowi była podobna do argumentacji pojawiającej się wcześniej w pismach organizacji skupiających przedsiębiorców związanych z komercyjnymi e-dziennikami. MEN zapowiedział skierowanie sprawy do CBA w celu zbadania ewentualnego wpływu lobbystów lub firm z tego rynku. To jednak na obecnym etapie podejrzenie wymagające weryfikacji, a nie dowód, że ktokolwiek złamał prawo.
I tę różnicę warto podkreślić grubą kreską.

Podobieństwo argumentów nie dowodzi nielegalnego wpływu.

Pokazuje jednak, jak może wyglądać łańcuch oddziaływania politycznego.

Lobbysta nie zawsze puka do drzwi ministra

Najbardziej prymitywny obraz lobbingu zakłada bezpośrednie spotkanie przedsiębiorcy z politykiem.

Nowoczesny model jest znacznie bardziej rozproszony.

Firma przedstawia stanowisko organizacji branżowej. Organizacja zamawia analizę. Analizę cytuje ekspert. Eksperta zaprasza komisja parlamentarna albo medium. Argument przejmuje poseł. W mediach społecznościowych zaczynają go powtarzać kolejni politycy. Po kilku dniach jego źródło staje się niewidoczne.

Pozostaje tylko przekaz:

„To zły projekt”.

W ten sposób interes prywatny może zostać przekształcony w pozornie całkowicie autonomiczną opinię polityczną.

Nie oznacza to, że ekspert jest kupiony, poseł sterowany, a dziennikarz zmanipulowany. Często każdy uczestnik tego łańcucha działa w dobrej wierze.

Na tym właśnie polega siła profesjonalnego wpływu.

Nie trzeba sterować ludźmi.

Wystarczy dostarczyć im informacje, które będą chcieli powtarzać.

Najcenniejszą walutą lobbysty jest wiarygodność

Dobry lobbysta bardzo rzadko mówi politykowi: „zrób to, bo mój klient na tym zarobi”.

Mówi raczej:

„Mamy analizę”.

„Eksperci ostrzegają”.

„Samorządy mają wątpliwości”.

„Branża alarmuje”.

„Użytkownicy obawiają się zmian”.

„Projekt może naruszyć bezpieczeństwo”.

Im większa odległość między pierwotnym interesem ekonomicznym a osobą wypowiadającą argument publicznie, tym skuteczniejszy może być przekaz.

Dlatego największą wartością w politycznym lobbingu nie jest dostęp do polityka.

Jest nią zdolność wprowadzenia własnego sposobu opowiadania o problemie do debaty publicznej.

Jeżeli uda się narzucić język dyskusji, połowa bitwy jest już wygrana.

Wtedy politycy nie spierają się już o to, czy państwowy eDziennik zwiększy konkurencję.

Spierają się o „centralizację”.

Nie pytają, ile rodzice i szkoły wydają łącznie na rozwiązania komercyjne.

Rozmawiają o „216 milionach kosztów”.

Nie pytają, czy pilotaż może ujawnić błędy.

Rozmawiają o „chaosie w szkołach”.

Ponownie: wszystkie te obawy mogą być uzasadnione.

Ale wybór pytania jest już elementem politycznej walki.

Ten, kto definiuje problem, bardzo często definiuje również katalog dopuszczalnych odpowiedzi.

CZY TE FIRMY NACISKAŁY NA PREZYDENTA?

Polska ma rejestr. Nie ma pełnego obrazu

Teoretycznie państwo dostrzega problem.

Istnieje ustawa o działalności lobbingowej, istnieje rejestr zawodowych lobbystów, istnieją procedury ujawniania części kontaktów z administracją.

Jednak OECD zwraca uwagę na znaczącą lukę. Według oceny organizacji polski rejestr wskazuje przede wszystkim, kto jest lobbystą, ale nie zapewnia pełnej informacji o tym, w jakiej sprawie działa, jakich decyzji dotyczy jego aktywność i jakimi metodami próbuje wpływać na proces decyzyjny. OECD ocenia, że polskie regulacje częściowo odpowiadają standardom międzynarodowym, ale ich praktyczne wdrożenie pozostaje słabsze od najlepszych rozwiązań stosowanych w innych państwach.

To zasadnicza różnica.

Lista nazwisk mówi nam bardzo niewiele.

Demokracja potrzebuje raczej odpowiedzi na pięć pytań:

Kto? W czyim interesie? Z kim rozmawiał? O czym? I czego chciał?

OECD wskazuje również rozwiązania, które zwiększają przejrzystość: dokładniejsze rejestry, ujawnianie przedmiotu lobbingu, publikowanie kalendarzy spotkań osób podejmujących decyzje oraz tzw. legislative footprint — śladu legislacyjnego pokazującego, jakie podmioty uczestniczyły w powstawaniu konkretnej regulacji.

I właśnie takiej wiedzy brakuje obywatelowi najbardziej.

PREZYDENT CBA
PREZYDENT CBA

Nie zakazujmy lobbingu. Zapalmy światło

Najgorszą reakcją na tę historię byłoby stwierdzenie, że przedsiębiorcy nie powinni mieć prawa wpływać na politykę.

Powinni.

Tak samo jak związki zawodowe, organizacje rodziców, nauczyciele, fundacje, samorządy, organizacje ekologiczne, lekarze czy rolnicy.

Demokracja bez reprezentowania interesów nie istnieje.

Ale istnieje ogromna różnica między reprezentowaniem interesów a ukrywaniem ich źródła.

Jeżeli przedstawiciel firmy spotyka się z politykiem i mówi: „reprezentuję przedsiębiorstwo X, ta ustawa może nam zaszkodzić i przedstawiam następujące argumenty” — obywatel może ocenić zarówno argument, jak i interes stojący za jego autorem.

Jeżeli dokładnie ten sam argument pojawia się kilka tygodni później w ustach polityka, ale nie jesteśmy w stanie ustalić jego drogi od zainteresowanej firmy do decydenta, demokracja traci coś bardzo ważnego: możliwość kontroli.

Nie wiemy bowiem, czy obserwujemy niezależny osąd polityka, skuteczny lobbing, kampanię organizacji branżowej czy spontaniczną zbieżność poglądów.

I dlatego sprawa państwowego eDziennika jest większa niż sam eDziennik.

Nie chodzi tylko o Librusa, Vulcana, Ministerstwo Edukacji czy prezydenckie weto.

Chodzi o znacznie ważniejsze pytanie:

czy obywatel ma prawo wiedzieć, kto naprawdę uczestniczy w pisaniu argumentów, z których później powstają decyzje państwa?

Moim zdaniem ma.

Bo w nowoczesnej polityce wpływu nie kupuje się wyłącznie pieniędzmi.

Kupuje się go wiedzą, dostępem, ekspertyzą, kontaktami, narracją i umiejętnością pojawienia się w odpowiednim miejscu dokładnie wtedy, kiedy polityk potrzebuje argumentu.

Najlepszy lobbysta nie musi więc napisać ustawy.

Nie musi nawet napisać poprawki.

Czasami wystarczy, że napisze zdanie, które później ktoś inny wypowie przed kamerą.

I być może właśnie dlatego prawdziwym lekarstwem na nadmierny wpływ lobbystów nie jest zakaz lobbingu.

Jest nim światło.

FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

  • Wulkan dyktuje rozkład. Indonezja oraz Bali między chmurą popiołu, a odwołanym lotem!

    Czy Bali w tej sytuacji jest bezpieczne? Siedem zamkniętych lotnisk, około 2,3 tysiąca zakłóconych lotów i ponad 270 tysięcy pasażerów dotkniętych utrudnieniami od 5 września. Tak wygląda najnowszy bilans indonezyjskiego Ministerstwa Transportu. Erupcja Anak Krakatau zmieniła podróże po archipelagu w oczekiwanie na kolejne komunikaty. Bali przyjmuje samoloty, ale otwarte lotnisko nie gwarantuje, że zaplanowany lot…

  • Zondacrypto: miliardy w tle, kolejne zatrzymania i pytanie, na które wciąż nie znamy odpowiedzi

    Czy ta afera doprowadzi śledczych do Nawrockiego? Jeszcze kilka miesięcy temu sprawa Zondacrypto mogła wyglądać jak kolejny kryzys giełdy kryptowalutowej: problemy z wypłatami, niezadowoleni klienci, spory o pieniądze. Dziś ten obraz jest zdecydowanie bardziej ponury. Mamy tysiące zawiadomień, postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Krajową, działania Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, upadłość operatora giełdy, serię zatrzymań, wątek majątku…

  • Dlaczego Rosja zaczyna prosić o rozejm?

    Wysłannicy Trumpa w misji pomiędzy Moskwą a Kijowem. Przez kilka lat Kreml próbował przekonać świat, że czas pracuje na korzyść Rosji. Że rosyjska gospodarka wytrzyma sankcje, przemysł wojenny będzie produkował bez końca, armia będzie miała kolejnych żołnierzy, a Zachód wcześniej czy później zmęczy się Ukrainą. Dziś ten obraz wygląda znacznie mniej przekonująco. Rosja nadal jest…

  • PiS kontra Morawiecki. Czy wojna na prawicy ma drugie dno?

    Wojna na prawicy ma drugie dno? Cień raportu o Nawrockim wraca nad PiS Konflikt PiS i Mateusza Morawieckiego coraz mniej przypomina zwykły spór personalny. Oficjalnie chodzi o wpływy, stanowiska i przyszłość prawej strony sceny politycznej. W praktyce stawką może być znacznie więcej: kontrola nad polityczną narracją, lojalnością dawnych współpracowników i wiedzą o kulisach najważniejszych decyzji…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj