Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli.
Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar.
Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy
18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę zakładającą podwyższenie akcyzy na napoje alkoholowe. Parlament przyjął przepisy przewidujące wzrost stawek o 15 procent w 2026 roku i kolejne 10 procent w roku 2027.
Prezydent odmówił podpisania ustawy, argumentując między innymi, że podwyższanie podatków nie powinno zastępować profilaktyki, edukacji i kompleksowej polityki przeciwdziałania uzależnieniom. Wskazywał także na krótki czas, jaki przedsiębiorcy mieliby na przygotowanie się do nowych przepisów.
Czy zatem można skutecznie walczyć z problemami alkoholowymi bez podnoszenia cen? To pytanie warto postawić nie tylko prezydentowi, lecz także rządowi i parlamentarzystom.
Bo problem nie zaczyna się ani nie kończy na wysokości podatku.
Zaczyna się tam, gdzie alkohol niszczy zdrowie, rodziny, bezpieczeństwo i finanse publiczne.

93 miliardy złotych. Tyle wynosi rachunek za alkohol
Według raportu przywoływanego przez Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom koszty społeczno-ekonomiczne spożywania alkoholu w Polsce oszacowano na 93,3 miliarda złotych rocznie.
Dla porównania wpływy z akcyzy alkoholowej wyniosły w 2020 roku około 13,4 miliarda złotych.
Różnica to niemal 80 miliardów złotych.
Oczywiście nie oznacza to, że budżet państwa wypłaca co roku 93 miliardy złotych na rachunki związane z alkoholem. W tej kwocie znajdują się zarówno koszty publiczne, jak i szersze straty gospodarcze oraz społeczne. Są to również szacunki historyczne, a nie aktualny bilans za 2026 rok.
Skala pozostaje jednak uderzająca.
Kiedy ktoś pod wpływem alkoholu wszczyna awanturę, przyjeżdża policja.
Gdy pijany kierowca powoduje wypadek, pojawiają się ratownicy, lekarze, policjanci, prokuratorzy i sędziowie.
Kiedy wieloletnie nadużywanie alkoholu prowadzi do choroby, koszty leczenia ponosi system ochrony zdrowia.
Do tego dochodzą absencje w pracy, spadek produktywności, zniszczone relacje rodzinne i cierpienie ludzi, którego nie sposób przeliczyć na złotówki.
Warto więc zadać przewrotne pytanie: czy alkohol naprawdę jest tak dochodowym interesem dla państwa, jak mogłoby się wydawać?
A może państwo jedną ręką pobiera podatki, a drugą finansuje naprawianie szkód, które alkohol pomaga wyrządzać?
Kraków pokazał coś, czego nie da się łatwo zignorować
1 lipca 2023 roku Kraków wprowadził ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu w sklepach w godzinach od północy do 5:30.
Nie zamknięto restauracji.
To nie jest odbieranie mieszkańcom prawa do wypicia kieliszka wina.
Nie zabroniono spotkań towarzyskich.
Ograniczono możliwość kupowania alkoholu w sklepach w środku nocy.
I pojawiły się bardzo interesujące wyniki.
Według oficjalnych danych miasta liczba interwencji policji związanych ze spożywaniem alkoholu spadła w pierwszym roku obowiązywania przepisów o 48,5 procent w porównaniu z analogicznym okresem przed ograniczeniem.
W drugim roku spadek wyniósł już 61,8 procent.
W lipcu 2025 roku liczba takich interwencji była niemal o 70 procent niższa niż w lipcu 2022 roku, czyli przed wprowadzeniem zakazu.
Nie są to dane z kampanii reklamowej ani polityczne hasła. To informacje publikowane przez krakowski samorząd.
Co więcej, od 1 września 2026 roku Kraków wydłużył ograniczenie sprzedaży do godzin 22:00–6:00.
Oczywiście sam spadek liczby interwencji nie dowodzi, że wszystkie te zmiany są wyłącznym skutkiem ograniczenia sprzedaży. Na bezpieczeństwo wpływają również inne czynniki.
Ale trudno przejść obojętnie obok tak wyraźnej poprawy wskaźników.
Kraków pokazuje, że o polityce alkoholowej można dyskutować nie tylko przez pryzmat podatków, ale również bezpieczeństwa mieszkańców.


A gdyby cała Polska poszła śladem Krakowa?
Wyobraźmy sobie, że podobne ograniczenie sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych obowiązuje w całym kraju, od godziny 22:00 do 6:00.
Nie oznaczałoby to całkowitej prohibicji. Restauracje i bary mogłyby funkcjonować na odrębnych zasadach.
Jakie byłyby potencjalne skutki?
Mniej nocnych awantur.
Zmniejszona ilość interwencji policji.
Mniej zakłóceń porządku publicznego.
Potencjalnie mniej urazów i wypadków związanych z alkoholem.
Ale istnieje również druga, niezwykle istotna perspektywa: pieniądze.
Każda interwencja policyjna kosztuje. Każdy niepotrzebny wyjazd karetki oznacza wykorzystanie personelu i sprzętu. Każdy pacjent wymagający pomocy po zatruciu alkoholem angażuje zasoby, których potrzebują również inni chorzy.
Gdyby ograniczenie nocnej sprzedaży w skali kraju zmniejszyło liczbę takich zdarzeń, mogłoby obniżyć część wydatków publicznych.
Nie oznacza to jednak, że spadek interwencji o 60 procent automatycznie zmniejszyłby koszty policji o 60 procent. Funkcjonariusze nadal otrzymują wynagrodzenia, a wiele kosztów służb ma charakter stały.
Oszczędności mogłyby pojawić się przede wszystkim w kosztach zmiennych, ograniczeniu nadgodzin, mniejszym obciążeniu personelu i bardziej efektywnym wykorzystaniu zasobów.
A w dłuższej perspektywie — jeżeli zmniejszyłoby się także całkowite spożycie alkoholu — również w ograniczeniu kosztów leczenia i strat gospodarczych.
To potencjalna korzyść podwójna: bezpieczniejsze społeczeństwo i mniej kosztów wynikających ze szkód alkoholowych.
LECZENIE WYPADKÓW ORAZ CHORÓB KOSZTUJE POLSKĘ 20 MILIARDÓW ROCZNIE, WSZYSTKO ZWIĄZANE Z ALKOHOLEM.
Czy zakaz nocnej sprzedaży rozwiąże problem alkoholizmu?
Nie.
Byłoby nieuczciwe twierdzić, że zamknięcie nocnej sprzedaży sprawi, iż osoby uzależnione przestaną pić.
Część konsumentów będzie kupowała alkohol wcześniej. Niektórzy mogą poszukiwać nielegalnych źródeł sprzedaży. Ograniczenie oznacza również utratę części obrotów dla nocnych sklepów i stacji paliw oraz ingerencję w swobodę dokonywania zakupów przez dorosłych obywateli.
Te argumenty zasługują na poważną dyskusję.
Jednak ograniczenie dostępności alkoholu nie musi rozwiązywać całego problemu uzależnienia, aby przynosiło wymierne rezultaty w bezpieczeństwie publicznym.
Jeżeli mieszkańcy spokojniej śpią, policja rzadziej wyjeżdża do alkoholowych awantur, a przestrzeń publiczna staje się bezpieczniejsza, już samo to ma znaczenie.
Pytanie brzmi, jak duże są te korzyści, jakie koszty ponoszą przedsiębiorcy i konsumenci oraz czy podobne rezultaty można osiągnąć innymi metodami.
Prezydenckie weto i pytanie o odpowiedzialność związaną z alkoholem!
Karol Nawrocki zawetował podwyżkę akcyzy. Jego argumentacja nie ograniczała się do sprzeciwu wobec podatków. Prezydent wskazywał również, że alkoholizm wymaga kompleksowych działań, a nie wyłącznie podnoszenia cen.
To stanowisko stawia przed instytucjami państwa konkretne pytanie.
Skoro problemu nie należy rozwiązywać samymi podatkami, to jakie inne rozwiązania powinny zostać wdrożone?
Czy należałoby wprowadzić ogólnokrajowe ograniczenie nocnej sprzedaży? Wzmocnić leczenie uzależnień? Ograniczyć reklamę alkoholu? Zwiększyć skuteczność profilaktyki? A może połączyć kilka instrumentów?
Co istotne, we wrześniu 2026 roku rząd przyjął kolejny projekt podwyżki akcyzy, tym razem przewidujący przeznaczenie części dodatkowych wpływów na Narodowy Fundusz Zdrowia.
To pokazuje, że dyskusja wcale się nie zakończyła.
Nie powinna jednak sprowadzać się do politycznego sporu o to, kto chce podnosić podatki, a kto chce ich bronić.
Najistotniejsze jest pytanie, które rozwiązania rzeczywiście zmniejszają szkody powodowane przez alkohol.
ZARAZ SPRZEDAŻY ALKOHOLU PO 22 TO MNIEJ WYPADKÓW!!!
Państwo musi wreszcie policzyć nie tylko wpływy, ale również straty
W debacie o alkoholu zbyt często mówi się o akcyzie, cenie butelki i prawie konsumenta do zakupu.
Nawrocki nie widzi problemów, widzi tylko wyborców.
Zbyt rzadko mówi się o człowieku, który nie wrócił z wypadku, o dziecku dorastającym w domu dotkniętym uzależnieniem czy o ratowniku medycznym, którego kolejny nocny dyżur upływa na pomaganiu osobom poszkodowanym wskutek nadmiernego picia.
Polska potrzebuje rzetelnego bilansu.
Ile kosztują interwencje alkoholowe? Ile kosztuje leczenie następstw nadużywania alkoholu? Jakie koszty można rzeczywiście ograniczyć poprzez zmianę godzin sprzedaży?
A przede wszystkim: czy doświadczenia Krakowa da się powtórzyć w innych miastach i mniejszych miejscowościach?
Wprowadzenie ogólnokrajowych ograniczeń wymagałoby analizy skutków społecznych, ekonomicznych i prawnych. Wyniki jednego miasta, choć interesujące, nie wystarczą do oszacowania korzyści dla całej Polski.
Jednego jednak nie sposób zignorować: alkohol generuje ogromne koszty, a Kraków odnotował znaczący spadek związanych z nim interwencji.
Zamiast ograniczać rozmowę do tego, czy butelka wódki zdrożeje o kilka złotych, warto zapytać, ile kosztuje nas utrzymywanie obecnego modelu sprzedaży i jakie zmiany mogłyby realnie ograniczyć szkody.
Bo najważniejszy rachunek za alkohol nie zawsze otrzymuje ten, kto go kupuje. Bardzo często płaci go ktoś zupełnie inny.
Bo najważniejszy rachunek za alkohol nie zawsze otrzymuje ten, kto go kupuje. Bardzo często płaci go ktoś zupełnie inny.
-
Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu
Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…
-
Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?
Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…
-
Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.
Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…
-
Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.
Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…
-
Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.
Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…
-
Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!
Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…











