Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

0
91

Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej.

Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie jej zwycięstwo trochę inaczej.

Zwolennicy Rafała Trzaskowskiego mogą powiedzieć: mieszkańcy dostali możliwość poparcia próby wcześniejszego odwołania prezydenta i nie udało się zebrać nawet liczby podpisów koniecznej do doprowadzenia do głosowania. Inicjatorzy referendum mogą odpowiedzieć dokładnie odwrotnie: ponad 111 tysięcy warszawiaków podpisało się pod żądaniem referendum i tego głosu nie wolno lekceważyć.

I obie te informacje są prawdziwe.

Demokracja nie polega przecież na tym, że zawsze wygrywa strona, której kibicujemy. Polega na tym, że istnieje procedura, są jasno określone progi i każdy musi się do nich zastosować.

Tym razem próg okazał się dla przeciwników warszawskich władz zbyt wysoki.

Rafał Trzaskowski jest dziś bezpieczny. Ale od tej konkretnej inicjatywy

W politycznym sensie Rafał Trzaskowski może odetchnąć. Ta konkretna próba jego odwołania dobiegła końca. Nie będzie kampanii referendalnej, nie będzie głosowania i nie będzie możliwości skrócenia jego kadencji w ramach tej właśnie procedury.

To nie znaczy oczywiście, że prezydent Warszawy dostał od mieszkańców bezterminowy immunitet polityczny. Takiego mechanizmu w demokracji nie ma.

Oznacza natomiast coś bardzo konkretnego: Stołeczna Operacja Referendalna nie doprowadziła do referendum, a Trzaskowski pozostaje prezydentem miasta bez konieczności bronienia stanowiska przy urnach w tym postępowaniu.

Bali Indonezja

Warto przy tym pamiętać o skali zadania. W Warszawie trzeba było zebrać podpisy co najmniej 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców, czyli około 132 tysięcy osób. Nawet gdyby ten próg został osiągnięty, samo referendum musiałoby jeszcze spełnić warunek frekwencyjny, aby jego wynik był wiążący. W obecnych realiach oznaczałoby to udział około 450 tysięcy osób.

Referendum odwoławcze jest więc z założenia instrumentem wymagającym szerokiej mobilizacji społecznej. Nie wystarczy duże niezadowolenie części mieszkańców. Trzeba je jeszcze przełożyć najpierw na podpisy, a potem na frekwencję.

Czy za miesiąc można zacząć wszystko od nowa?

I tu sprawa robi się ciekawa.

Ustawa o referendum lokalnym mówi, że wniosek mieszkańców dotyczący odwołania prezydenta miasta może zostać złożony po upływie 10 miesięcy od dnia jego wyboru albo 10 miesięcy od dnia ostatniego referendum w sprawie jego odwołania. Jednocześnie nie wolno go składać później niż na 8 miesięcy przed zakończeniem kadencji.

Kluczowe jest słowo: referendum.

W Warszawie we wrześniu 2026 roku referendum się nie odbyło. Nie zostało zarządzone i mieszkańcy nie poszli do urn. Skończyła się jedynie zbiórka podpisów.

Z literalnego brzmienia art. 5 ust. 2 ustawy wynika więc, że nie uruchomił się nowy 10-miesięczny okres liczony od „ostatniego referendum”, bo żadnego referendum nie było. Ustawa nie ustanawia osobnej 10-miesięcznej karencji, tylko dlatego, że poprzedni komitet nie zebrał wymaganej liczby podpisów.

To oznacza, że prawnie możliwe jest przygotowanie kolejnej inicjatywy referendalnej bez czekania dziesięciu miesięcy wyłącznie z powodu obecnej porażki zbiórki — oczywiście przy zachowaniu wszystkich wymogów proceduralnych.

Nowy inicjator musiałby ponownie formalnie zawiadomić prezydenta miasta oraz komisarza wyborczego o zamiarze przeprowadzenia referendum. Następnie od dnia takiego zawiadomienia biegnie 60-dniowy termin na zebranie wymaganej liczby podpisów.

Co więcej, niewykorzystane karty z poprzedniej zbiórki nie mogą po prostu zostać schowane do szuflady i użyte przy kolejnej próbie. Jeżeli wniosek nie został złożony, przepisy przewidują protokolarne zniszczenie kart z podpisami.

Nowa próba oznacza więc w praktyce nową procedurę.

Nowe zawiadomienie.

Nowe karty.

I ponowne przekonanie co najmniej jednej dziesiątej warszawskich wyborców.

I właśnie na tym polega demokracja

Najciekawszym elementem tej historii nie jest nawet to, kto dziś politycznie wygrał, a kto przegrał.

Ważniejsze jest to, że procedura zadziałała.

Grupa mieszkańców uznała, że prezydent i Rada Warszawy powinni zostać wcześniej odwołani. Prawo pozwoliło im rozpocząć procedurę. Dostali 60 dni. Zbierali podpisy w całym mieście. Zdobyli ich 111 tysięcy. To bardzo dużo ludzi.

Ale prawo wymagało więcej.

Dlatego referendum nie będzie.

Można to traktować jako korzystny wynik dla Rafała Trzaskowskiego. Można uważać 111 tysięcy podpisów za poważne ostrzeżenie dla władz Warszawy. Można też uznać całą akcję za dowód, że mechanizmy demokracji lokalnej rzeczywiście pozwalają obywatelom próbować odwołać wybraną władzę.

Bali Indonezja

Najważniejsze jest jednak coś jeszcze.

Demokracja nie kończy się wtedy, kiedy przegrywa nasza strona.

Demokracja zaczyna się właśnie wtedy, kiedy potrafimy zaakceptować wynik procedury również wtedy, gdy nie jest taki, jakiego oczekiwaliśmy.

Tym razem Rafał Trzaskowski zostaje.

A jego przeciwnicy, jeżeli nadal będą chcieli go odwołać, będą musieli ponownie przekonać do tego Warszawę.

Nie w internecie.

Nie na konferencji prasowej.

Nie liczbą wyświetleń.

Podpisami mieszkańców.

FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj