Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

0
88

Trybunał, któremu musimy znowu zaufać

Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia.

Najnowsza odsłona konfliktu jest symptomatyczna. Sędzia Sławomir Patyra zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezesa Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Święczkowskiego. Według informacji medialnych sprawa dotyczy sposobu wyznaczania składów orzekających. Sam Trybunał stanowczo odrzuca te zarzuty, twierdząc, że jego prezes działał zgodnie z prawem i w granicach swoich kompetencji.

I właśnie tutaj zaczyna się problem większy niż personalny konflikt Patyry ze Święczkowskim.

Trybunał nie jest kolejnym urzędem

Trybunał Konstytucyjny nie jest ministerstwem, agencją państwową ani parlamentarną komisją, której skład może zmienić się razem z wyborami.

To jeden z najważniejszych bezpieczników państwa.

Zgodnie z art. 188 Konstytucji Trybunał bada m.in. zgodność ustaw i umów międzynarodowych z Konstytucją, kontroluje zgodność określonych przepisów wydawanych przez centralne organy państwa z aktami wyższego rzędu oraz rozpoznaje skargi konstytucyjne. Rozstrzyga również spory kompetencyjne pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa. Co więcej, jego orzeczenia mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.

Mówiąc najprościej: kiedy większość parlamentarna uchwala ustawę, Trybunał ma być miejscem, które potrafi powiedzieć tej większości:

Bali Indonezja

„Nie. Konstytucja jest ważniejsza od waszej chwilowej przewagi w Sejmie”.

I dokładnie dlatego Trybunał powinien być instytucją, której ufa zarówno wyborca PiS, KO, Lewicy, Konfederacji, PSL, jak i człowiek, który żadnej z tych partii nie chce widzieć na oczy.

Jeżeli połowa Polski uważa TK za „trybunał tamtych”, a druga połowa za instytucję atakowaną przez „tych drugich”, konstytucyjny bezpiecznik przestaje pełnić swoją podstawową społeczną funkcję.

Bo problemem nie jest tylko to, kto ma rację

Możemy bez końca rozliczać rok 2015, 2016, 2023, 2024 czy 2026.

Możemy przerzucać się nazwiskami.

Możemy godzinami dyskutować o prawidłowości powołania konkretnych sędziów, publikacji lub niepublikowaniu orzeczeń, statusie poszczególnych składów i decyzjach kolejnych władz.

Tyle że przeciętny obywatel widzi na końcu coś zupełnie innego.

Widzi instytucję, wokół której od lat trwa wojna.

Dzisiaj mamy dodatkowo zawiadomienie dotyczące prezesa TK, postępowania dyscyplinarne wobec sędziów oraz odrębne postępowanie prokuratorskie związane z niedopuszczeniem części sędziów do orzekania.

Niezależnie od tego, jak zakończą się te sprawy, sama ich skala pokazuje, jak głęboki jest konflikt.

I tu dochodzimy do pojęcia, które jeszcze kilka lat temu brzmiało politycznie egzotycznie.

Reset konstytucyjny.

Co właściwie oznacza „reset”?

Nie istnieje jeden, wspólny projekt noszący taką nazwę.

Władysław Kosiniak-Kamysz już w 2024 roku mówił o potrzebie „resetu konstytucyjnego” w sprawie Trybunału. W kwietniu 2026 roku przedstawiał stanowisko PSL jako propozycję napisania od początku ustawy regulującej funkcjonowanie TK.

Inne środowiska idą dalej.

W debacie pojawiały się projekty zakładające ponowne ukształtowanie składów najważniejszych instytucji wymiaru sprawiedliwości na podstawie szerokiego politycznego porozumienia. Taką koncepcję przedstawiali m.in. politycy Konfederacji.

Jeszcze inny wariant omawia Fundacja Batorego. W opublikowanej 28 września 2026 roku analizie Tomasz Zalasiński zestawia różne scenariusze odbudowy TK i przedstawia obywatelski model „resetu konstytucyjnego” zmierzający do trwałego ograniczenia politycznego wpływu na Trybunał.

Co ciekawe, idea porozumienia wykraczającego poza klasyczny podział partyjny pojawia się po bardzo różnych stronach sceny politycznej.

I właśnie to jest najciekawsze.

Reset nie powinien oznaczać: „teraz nasi”

Największe niebezpieczeństwo kryje się bowiem w samym znaczeniu słowa „reset”.

Jeżeli reset miałby wyglądać tak:

„Wy usuwaliście naszych, więc teraz my usuniemy waszych”

– nie byłby żadnym resetem.

Byłaby to kolejna runda tej samej wojny.

Za cztery albo osiem lat przyszłaby następna większość parlamentarna i zrobiłaby dokładnie to samo.

Państwa nie można budować w systemie operacyjnym, który po każdych wyborach wymaga formatowania dysku.

Prawdziwy kompromis ustrojowy musiałby więc stworzyć rozwiązania, które zaakceptujemy również wtedy, gdy władzę będzie sprawował nasz polityczny przeciwnik.

To najlepszy test każdej reformy prawa.

Nie pytajmy:

Bali Indonezja

„Czy ta zasada jest dobra dla mojej partii dzisiaj?”

Zapytajmy:

„Czy zaakceptuję tę samą zasadę, kiedy moja partia przegra wybory?”

Dlatego najważniejszy byłby sposób wyboru sędziów

Jednym z najczęściej pojawiających się pomysłów jest odejście od sytuacji, w której zwykła większość parlamentarna może praktycznie samodzielnie zdecydować o obsadzie Trybunału.

W Panelu Prawników „Rzeczpospolitej” blisko 90 proc. uczestniczących ekspertów opowiedziało się za wyborem sędziów TK przez Sejm większością kwalifikowaną. Ponad 70 proc. uczestników panelu uznało reset konstytucyjny za sposób wyjścia z obecnej sytuacji Trybunału. To opinia konkretnej grupy ekspertów, a nie reprezentatywne badanie całego społeczeństwa, ale dobrze pokazuje kierunek części debaty prawniczej.

Większość kwalifikowana zmuszałaby partie do rozmowy.

Żaden duży obóz nie mógłby po prostu powiedzieć:

„Wygraliśmy wybory, więc Trybunał jest nasz”.

Kandydat musiałby być na tyle akceptowalny, aby poprzeć go również część politycznych przeciwników.

Nie gwarantuje to idealnych sędziów.

Ale zmienia mechanizm polityczny.

Najważniejsze słowo brzmi: zaufanie

Bo państwo nie istnieje wyłącznie dzięki paragrafom.

Istnieje również dzięki przekonaniu obywateli, że instytucje działają według reguł.

Policjant musi wierzyć sądowi.

Sąd musi wiedzieć, jakie przepisy obowiązują.

Przedsiębiorca musi wiedzieć, czy uchwalone prawo będzie obowiązywać jutro.

Obywatel musi mieć pewność, że kiedy państwo naruszy jego konstytucyjne prawa, istnieje miejsce, do którego może się zwrócić.

Trybunał Konstytucyjny został właśnie po to stworzony.

Dlatego obecny konflikt jest tak niebezpieczny.

Nie dlatego, że dotyczy Bogdana Święczkowskiego.

Nie dlatego, że dotyczy Donalda Tuska, Jarosława Kaczyńskiego, Władysława Kosiniaka-Kamysza czy kogokolwiek innego.

Nazwiska przeminą.

Konstytucja ma zostać.

Reset albo kolejna runda wojny?

Zwolennicy resetu konstytucyjnego argumentują, że bez porozumienia wykraczającego poza jedną kadencję parlamentu Polska będzie jedynie przenosiła obecny konflikt na następne lata. Krytycy takich koncepcji zwracają z kolei uwagę, że „reset” przeprowadzony zbyt szeroko lub z pominięciem obowiązujących procedur sam mógłby stworzyć nowe problemy konstytucyjne.

I ten argument trzeba traktować poważnie.

Nie można przywracać szacunku dla Konstytucji poprzez rozwiązanie, którego zgodność z Konstytucją będzie od pierwszego dnia kwestionowana.

Dlatego sensowna debata nie powinna już dotyczyć wyłącznie pytania:

„kto wygra bitwę o Trybunał?”

Znacznie ważniejsze pytanie brzmi:

jak stworzyć Trybunał, którego po następnych wyborach przegrana strona nie będzie chciała natychmiast likwidować?

Jeżeli polska klasa polityczna potrafiłaby odpowiedzieć na to pytanie ponadpartyjnym porozumieniem, byłoby to być może ważniejsze niż zwycięstwo którejkolwiek partii w kolejnych wyborach.

Bo demokracja nie polega tylko na tym, kto rządzi.

Demokracja polega również na tym, że istnieją instytucje, których nawet rządzący muszą słuchać.

A dokładnie taką instytucją powinien być Trybunał Konstytucyjny.

Nie „nasz”.

Nie „wasz”.

Polski.

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj