NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli.

Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar.

Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy

18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę zakładającą podwyższenie akcyzy na napoje alkoholowe. Parlament przyjął przepisy przewidujące wzrost stawek o 15 procent w 2026 roku i kolejne 10 procent w roku 2027.

Prezydent odmówił podpisania ustawy, argumentując między innymi, że podwyższanie podatków nie powinno zastępować profilaktyki, edukacji i kompleksowej polityki przeciwdziałania uzależnieniom. Wskazywał także na krótki czas, jaki przedsiębiorcy mieliby na przygotowanie się do nowych przepisów.

Czy zatem można skutecznie walczyć z problemami alkoholowymi bez podnoszenia cen? To pytanie warto postawić nie tylko prezydentowi, lecz także rządowi i parlamentarzystom.

Bo problem nie zaczyna się ani nie kończy na wysokości podatku.

Zaczyna się tam, gdzie alkohol niszczy zdrowie, rodziny, bezpieczeństwo i finanse publiczne.

93 miliardy złotych. Tyle wynosi rachunek za alkohol

Według raportu przywoływanego przez Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom koszty społeczno-ekonomiczne spożywania alkoholu w Polsce oszacowano na 93,3 miliarda złotych rocznie.

Dla porównania wpływy z akcyzy alkoholowej wyniosły w 2020 roku około 13,4 miliarda złotych.

Różnica to niemal 80 miliardów złotych.

Oczywiście nie oznacza to, że budżet państwa wypłaca co roku 93 miliardy złotych na rachunki związane z alkoholem. W tej kwocie znajdują się zarówno koszty publiczne, jak i szersze straty gospodarcze oraz społeczne. Są to również szacunki historyczne, a nie aktualny bilans za 2026 rok.

Skala pozostaje jednak uderzająca.

Kiedy ktoś pod wpływem alkoholu wszczyna awanturę, przyjeżdża policja.
Gdy pijany kierowca powoduje wypadek, pojawiają się ratownicy, lekarze, policjanci, prokuratorzy i sędziowie.
Kiedy wieloletnie nadużywanie alkoholu prowadzi do choroby, koszty leczenia ponosi system ochrony zdrowia.

Do tego dochodzą absencje w pracy, spadek produktywności, zniszczone relacje rodzinne i cierpienie ludzi, którego nie sposób przeliczyć na złotówki.

Warto więc zadać przewrotne pytanie: czy alkohol naprawdę jest tak dochodowym interesem dla państwa, jak mogłoby się wydawać?

A może państwo jedną ręką pobiera podatki, a drugą finansuje naprawianie szkód, które alkohol pomaga wyrządzać?

Kraków pokazał coś, czego nie da się łatwo zignorować

1 lipca 2023 roku Kraków wprowadził ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu w sklepach w godzinach od północy do 5:30.

Nie zamknięto restauracji.
To nie jest odbieranie mieszkańcom prawa do wypicia kieliszka wina.
Nie zabroniono spotkań towarzyskich.

Ograniczono możliwość kupowania alkoholu w sklepach w środku nocy.

I pojawiły się bardzo interesujące wyniki.

Według oficjalnych danych miasta liczba interwencji policji związanych ze spożywaniem alkoholu spadła w pierwszym roku obowiązywania przepisów o 48,5 procent w porównaniu z analogicznym okresem przed ograniczeniem.

W drugim roku spadek wyniósł już 61,8 procent.

W lipcu 2025 roku liczba takich interwencji była niemal o 70 procent niższa niż w lipcu 2022 roku, czyli przed wprowadzeniem zakazu.

Nie są to dane z kampanii reklamowej ani polityczne hasła. To informacje publikowane przez krakowski samorząd.

Co więcej, od 1 września 2026 roku Kraków wydłużył ograniczenie sprzedaży do godzin 22:00–6:00.

Oczywiście sam spadek liczby interwencji nie dowodzi, że wszystkie te zmiany są wyłącznym skutkiem ograniczenia sprzedaży. Na bezpieczeństwo wpływają również inne czynniki.

Ale trudno przejść obojętnie obok tak wyraźnej poprawy wskaźników.

Kraków pokazuje, że o polityce alkoholowej można dyskutować nie tylko przez pryzmat podatków, ale również bezpieczeństwa mieszkańców.

Bali Indonezja

A gdyby cała Polska poszła śladem Krakowa?

Wyobraźmy sobie, że podobne ograniczenie sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych obowiązuje w całym kraju, od godziny 22:00 do 6:00.

Nie oznaczałoby to całkowitej prohibicji. Restauracje i bary mogłyby funkcjonować na odrębnych zasadach.

Jakie byłyby potencjalne skutki?

Mniej nocnych awantur.
Zmniejszona ilość interwencji policji.
Mniej zakłóceń porządku publicznego.
Potencjalnie mniej urazów i wypadków związanych z alkoholem.

Ale istnieje również druga, niezwykle istotna perspektywa: pieniądze.

Każda interwencja policyjna kosztuje. Każdy niepotrzebny wyjazd karetki oznacza wykorzystanie personelu i sprzętu. Każdy pacjent wymagający pomocy po zatruciu alkoholem angażuje zasoby, których potrzebują również inni chorzy.

Gdyby ograniczenie nocnej sprzedaży w skali kraju zmniejszyło liczbę takich zdarzeń, mogłoby obniżyć część wydatków publicznych.

Nie oznacza to jednak, że spadek interwencji o 60 procent automatycznie zmniejszyłby koszty policji o 60 procent. Funkcjonariusze nadal otrzymują wynagrodzenia, a wiele kosztów służb ma charakter stały.

Oszczędności mogłyby pojawić się przede wszystkim w kosztach zmiennych, ograniczeniu nadgodzin, mniejszym obciążeniu personelu i bardziej efektywnym wykorzystaniu zasobów.

A w dłuższej perspektywie — jeżeli zmniejszyłoby się także całkowite spożycie alkoholu — również w ograniczeniu kosztów leczenia i strat gospodarczych.

To potencjalna korzyść podwójna: bezpieczniejsze społeczeństwo i mniej kosztów wynikających ze szkód alkoholowych.

LECZENIE WYPADKÓW ORAZ CHORÓB KOSZTUJE POLSKĘ 20 MILIARDÓW ROCZNIE, WSZYSTKO ZWIĄZANE Z ALKOHOLEM.

Czy zakaz nocnej sprzedaży rozwiąże problem alkoholizmu?

Nie.

Byłoby nieuczciwe twierdzić, że zamknięcie nocnej sprzedaży sprawi, iż osoby uzależnione przestaną pić.

Część konsumentów będzie kupowała alkohol wcześniej. Niektórzy mogą poszukiwać nielegalnych źródeł sprzedaży. Ograniczenie oznacza również utratę części obrotów dla nocnych sklepów i stacji paliw oraz ingerencję w swobodę dokonywania zakupów przez dorosłych obywateli.

Te argumenty zasługują na poważną dyskusję.

Jednak ograniczenie dostępności alkoholu nie musi rozwiązywać całego problemu uzależnienia, aby przynosiło wymierne rezultaty w bezpieczeństwie publicznym.

Jeżeli mieszkańcy spokojniej śpią, policja rzadziej wyjeżdża do alkoholowych awantur, a przestrzeń publiczna staje się bezpieczniejsza, już samo to ma znaczenie.

Pytanie brzmi, jak duże są te korzyści, jakie koszty ponoszą przedsiębiorcy i konsumenci oraz czy podobne rezultaty można osiągnąć innymi metodami.

Prezydenckie weto i pytanie o odpowiedzialność związaną z alkoholem!

Karol Nawrocki zawetował podwyżkę akcyzy. Jego argumentacja nie ograniczała się do sprzeciwu wobec podatków. Prezydent wskazywał również, że alkoholizm wymaga kompleksowych działań, a nie wyłącznie podnoszenia cen.

To stanowisko stawia przed instytucjami państwa konkretne pytanie.

Skoro problemu nie należy rozwiązywać samymi podatkami, to jakie inne rozwiązania powinny zostać wdrożone?

Czy należałoby wprowadzić ogólnokrajowe ograniczenie nocnej sprzedaży? Wzmocnić leczenie uzależnień? Ograniczyć reklamę alkoholu? Zwiększyć skuteczność profilaktyki? A może połączyć kilka instrumentów?

Co istotne, we wrześniu 2026 roku rząd przyjął kolejny projekt podwyżki akcyzy, tym razem przewidujący przeznaczenie części dodatkowych wpływów na Narodowy Fundusz Zdrowia.

To pokazuje, że dyskusja wcale się nie zakończyła.

Nie powinna jednak sprowadzać się do politycznego sporu o to, kto chce podnosić podatki, a kto chce ich bronić.

Najistotniejsze jest pytanie, które rozwiązania rzeczywiście zmniejszają szkody powodowane przez alkohol.

ZARAZ SPRZEDAŻY ALKOHOLU PO 22 TO MNIEJ WYPADKÓW!!!

Państwo musi wreszcie policzyć nie tylko wpływy, ale również straty

W debacie o alkoholu zbyt często mówi się o akcyzie, cenie butelki i prawie konsumenta do zakupu.

Nawrocki nie widzi problemów, widzi tylko wyborców.

Zbyt rzadko mówi się o człowieku, który nie wrócił z wypadku, o dziecku dorastającym w domu dotkniętym uzależnieniem czy o ratowniku medycznym, którego kolejny nocny dyżur upływa na pomaganiu osobom poszkodowanym wskutek nadmiernego picia.

Polska potrzebuje rzetelnego bilansu.

Ile kosztują interwencje alkoholowe? Ile kosztuje leczenie następstw nadużywania alkoholu? Jakie koszty można rzeczywiście ograniczyć poprzez zmianę godzin sprzedaży?

A przede wszystkim: czy doświadczenia Krakowa da się powtórzyć w innych miastach i mniejszych miejscowościach?

Wprowadzenie ogólnokrajowych ograniczeń wymagałoby analizy skutków społecznych, ekonomicznych i prawnych. Wyniki jednego miasta, choć interesujące, nie wystarczą do oszacowania korzyści dla całej Polski.

Jednego jednak nie sposób zignorować: alkohol generuje ogromne koszty, a Kraków odnotował znaczący spadek związanych z nim interwencji.

Zamiast ograniczać rozmowę do tego, czy butelka wódki zdrożeje o kilka złotych, warto zapytać, ile kosztuje nas utrzymywanie obecnego modelu sprzedaży i jakie zmiany mogłyby realnie ograniczyć szkody.

Bo najważniejszy rachunek za alkohol nie zawsze otrzymuje ten, kto go kupuje. Bardzo często płaci go ktoś zupełnie inny.

Bali Indonezja

Bo najważniejszy rachunek za alkohol nie zawsze otrzymuje ten, kto go kupuje. Bardzo często płaci go ktoś zupełnie inny.

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

Trybunał, któremu musimy znowu zaufać

Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia.

Najnowsza odsłona konfliktu jest symptomatyczna. Sędzia Sławomir Patyra zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezesa Trybunału Konstytucyjnego Bogdana Święczkowskiego. Według informacji medialnych sprawa dotyczy sposobu wyznaczania składów orzekających. Sam Trybunał stanowczo odrzuca te zarzuty, twierdząc, że jego prezes działał zgodnie z prawem i w granicach swoich kompetencji.

I właśnie tutaj zaczyna się problem większy niż personalny konflikt Patyry ze Święczkowskim.

Trybunał nie jest kolejnym urzędem

Trybunał Konstytucyjny nie jest ministerstwem, agencją państwową ani parlamentarną komisją, której skład może zmienić się razem z wyborami.

To jeden z najważniejszych bezpieczników państwa.

Zgodnie z art. 188 Konstytucji Trybunał bada m.in. zgodność ustaw i umów międzynarodowych z Konstytucją, kontroluje zgodność określonych przepisów wydawanych przez centralne organy państwa z aktami wyższego rzędu oraz rozpoznaje skargi konstytucyjne. Rozstrzyga również spory kompetencyjne pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa. Co więcej, jego orzeczenia mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.

Mówiąc najprościej: kiedy większość parlamentarna uchwala ustawę, Trybunał ma być miejscem, które potrafi powiedzieć tej większości:

Bali Indonezja

„Nie. Konstytucja jest ważniejsza od waszej chwilowej przewagi w Sejmie”.

I dokładnie dlatego Trybunał powinien być instytucją, której ufa zarówno wyborca PiS, KO, Lewicy, Konfederacji, PSL, jak i człowiek, który żadnej z tych partii nie chce widzieć na oczy.

Jeżeli połowa Polski uważa TK za „trybunał tamtych”, a druga połowa za instytucję atakowaną przez „tych drugich”, konstytucyjny bezpiecznik przestaje pełnić swoją podstawową społeczną funkcję.

Bo problemem nie jest tylko to, kto ma rację

Możemy bez końca rozliczać rok 2015, 2016, 2023, 2024 czy 2026.

Możemy przerzucać się nazwiskami.

Możemy godzinami dyskutować o prawidłowości powołania konkretnych sędziów, publikacji lub niepublikowaniu orzeczeń, statusie poszczególnych składów i decyzjach kolejnych władz.

Tyle że przeciętny obywatel widzi na końcu coś zupełnie innego.

Widzi instytucję, wokół której od lat trwa wojna.

Dzisiaj mamy dodatkowo zawiadomienie dotyczące prezesa TK, postępowania dyscyplinarne wobec sędziów oraz odrębne postępowanie prokuratorskie związane z niedopuszczeniem części sędziów do orzekania.

Niezależnie od tego, jak zakończą się te sprawy, sama ich skala pokazuje, jak głęboki jest konflikt.

I tu dochodzimy do pojęcia, które jeszcze kilka lat temu brzmiało politycznie egzotycznie.

Reset konstytucyjny.

Co właściwie oznacza „reset”?

Nie istnieje jeden, wspólny projekt noszący taką nazwę.

Władysław Kosiniak-Kamysz już w 2024 roku mówił o potrzebie „resetu konstytucyjnego” w sprawie Trybunału. W kwietniu 2026 roku przedstawiał stanowisko PSL jako propozycję napisania od początku ustawy regulującej funkcjonowanie TK.

Inne środowiska idą dalej.

W debacie pojawiały się projekty zakładające ponowne ukształtowanie składów najważniejszych instytucji wymiaru sprawiedliwości na podstawie szerokiego politycznego porozumienia. Taką koncepcję przedstawiali m.in. politycy Konfederacji.

Jeszcze inny wariant omawia Fundacja Batorego. W opublikowanej 28 września 2026 roku analizie Tomasz Zalasiński zestawia różne scenariusze odbudowy TK i przedstawia obywatelski model „resetu konstytucyjnego” zmierzający do trwałego ograniczenia politycznego wpływu na Trybunał.

Co ciekawe, idea porozumienia wykraczającego poza klasyczny podział partyjny pojawia się po bardzo różnych stronach sceny politycznej.

I właśnie to jest najciekawsze.

Reset nie powinien oznaczać: „teraz nasi”

Największe niebezpieczeństwo kryje się bowiem w samym znaczeniu słowa „reset”.

Jeżeli reset miałby wyglądać tak:

„Wy usuwaliście naszych, więc teraz my usuniemy waszych”

– nie byłby żadnym resetem.

Byłaby to kolejna runda tej samej wojny.

Za cztery albo osiem lat przyszłaby następna większość parlamentarna i zrobiłaby dokładnie to samo.

Państwa nie można budować w systemie operacyjnym, który po każdych wyborach wymaga formatowania dysku.

Prawdziwy kompromis ustrojowy musiałby więc stworzyć rozwiązania, które zaakceptujemy również wtedy, gdy władzę będzie sprawował nasz polityczny przeciwnik.

To najlepszy test każdej reformy prawa.

Nie pytajmy:

Bali Indonezja

„Czy ta zasada jest dobra dla mojej partii dzisiaj?”

Zapytajmy:

„Czy zaakceptuję tę samą zasadę, kiedy moja partia przegra wybory?”

Dlatego najważniejszy byłby sposób wyboru sędziów

Jednym z najczęściej pojawiających się pomysłów jest odejście od sytuacji, w której zwykła większość parlamentarna może praktycznie samodzielnie zdecydować o obsadzie Trybunału.

W Panelu Prawników „Rzeczpospolitej” blisko 90 proc. uczestniczących ekspertów opowiedziało się za wyborem sędziów TK przez Sejm większością kwalifikowaną. Ponad 70 proc. uczestników panelu uznało reset konstytucyjny za sposób wyjścia z obecnej sytuacji Trybunału. To opinia konkretnej grupy ekspertów, a nie reprezentatywne badanie całego społeczeństwa, ale dobrze pokazuje kierunek części debaty prawniczej.

Większość kwalifikowana zmuszałaby partie do rozmowy.

Żaden duży obóz nie mógłby po prostu powiedzieć:

„Wygraliśmy wybory, więc Trybunał jest nasz”.

Kandydat musiałby być na tyle akceptowalny, aby poprzeć go również część politycznych przeciwników.

Nie gwarantuje to idealnych sędziów.

Ale zmienia mechanizm polityczny.

Najważniejsze słowo brzmi: zaufanie

Bo państwo nie istnieje wyłącznie dzięki paragrafom.

Istnieje również dzięki przekonaniu obywateli, że instytucje działają według reguł.

Policjant musi wierzyć sądowi.

Sąd musi wiedzieć, jakie przepisy obowiązują.

Przedsiębiorca musi wiedzieć, czy uchwalone prawo będzie obowiązywać jutro.

Obywatel musi mieć pewność, że kiedy państwo naruszy jego konstytucyjne prawa, istnieje miejsce, do którego może się zwrócić.

Trybunał Konstytucyjny został właśnie po to stworzony.

Dlatego obecny konflikt jest tak niebezpieczny.

Nie dlatego, że dotyczy Bogdana Święczkowskiego.

Nie dlatego, że dotyczy Donalda Tuska, Jarosława Kaczyńskiego, Władysława Kosiniaka-Kamysza czy kogokolwiek innego.

Nazwiska przeminą.

Konstytucja ma zostać.

Reset albo kolejna runda wojny?

Zwolennicy resetu konstytucyjnego argumentują, że bez porozumienia wykraczającego poza jedną kadencję parlamentu Polska będzie jedynie przenosiła obecny konflikt na następne lata. Krytycy takich koncepcji zwracają z kolei uwagę, że „reset” przeprowadzony zbyt szeroko lub z pominięciem obowiązujących procedur sam mógłby stworzyć nowe problemy konstytucyjne.

I ten argument trzeba traktować poważnie.

Nie można przywracać szacunku dla Konstytucji poprzez rozwiązanie, którego zgodność z Konstytucją będzie od pierwszego dnia kwestionowana.

Dlatego sensowna debata nie powinna już dotyczyć wyłącznie pytania:

„kto wygra bitwę o Trybunał?”

Znacznie ważniejsze pytanie brzmi:

jak stworzyć Trybunał, którego po następnych wyborach przegrana strona nie będzie chciała natychmiast likwidować?

Jeżeli polska klasa polityczna potrafiłaby odpowiedzieć na to pytanie ponadpartyjnym porozumieniem, byłoby to być może ważniejsze niż zwycięstwo którejkolwiek partii w kolejnych wyborach.

Bo demokracja nie polega tylko na tym, kto rządzi.

Demokracja polega również na tym, że istnieją instytucje, których nawet rządzący muszą słuchać.

A dokładnie taką instytucją powinien być Trybunał Konstytucyjny.

Nie „nasz”.

Nie „wasz”.

Polski.

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej.

Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie jej zwycięstwo trochę inaczej.

Zwolennicy Rafała Trzaskowskiego mogą powiedzieć: mieszkańcy dostali możliwość poparcia próby wcześniejszego odwołania prezydenta i nie udało się zebrać nawet liczby podpisów koniecznej do doprowadzenia do głosowania. Inicjatorzy referendum mogą odpowiedzieć dokładnie odwrotnie: ponad 111 tysięcy warszawiaków podpisało się pod żądaniem referendum i tego głosu nie wolno lekceważyć.

I obie te informacje są prawdziwe.

Demokracja nie polega przecież na tym, że zawsze wygrywa strona, której kibicujemy. Polega na tym, że istnieje procedura, są jasno określone progi i każdy musi się do nich zastosować.

Tym razem próg okazał się dla przeciwników warszawskich władz zbyt wysoki.

Rafał Trzaskowski jest dziś bezpieczny. Ale od tej konkretnej inicjatywy

W politycznym sensie Rafał Trzaskowski może odetchnąć. Ta konkretna próba jego odwołania dobiegła końca. Nie będzie kampanii referendalnej, nie będzie głosowania i nie będzie możliwości skrócenia jego kadencji w ramach tej właśnie procedury.

To nie znaczy oczywiście, że prezydent Warszawy dostał od mieszkańców bezterminowy immunitet polityczny. Takiego mechanizmu w demokracji nie ma.

Oznacza natomiast coś bardzo konkretnego: Stołeczna Operacja Referendalna nie doprowadziła do referendum, a Trzaskowski pozostaje prezydentem miasta bez konieczności bronienia stanowiska przy urnach w tym postępowaniu.

Bali Indonezja

Warto przy tym pamiętać o skali zadania. W Warszawie trzeba było zebrać podpisy co najmniej 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców, czyli około 132 tysięcy osób. Nawet gdyby ten próg został osiągnięty, samo referendum musiałoby jeszcze spełnić warunek frekwencyjny, aby jego wynik był wiążący. W obecnych realiach oznaczałoby to udział około 450 tysięcy osób.

Referendum odwoławcze jest więc z założenia instrumentem wymagającym szerokiej mobilizacji społecznej. Nie wystarczy duże niezadowolenie części mieszkańców. Trzeba je jeszcze przełożyć najpierw na podpisy, a potem na frekwencję.

Czy za miesiąc można zacząć wszystko od nowa?

I tu sprawa robi się ciekawa.

Ustawa o referendum lokalnym mówi, że wniosek mieszkańców dotyczący odwołania prezydenta miasta może zostać złożony po upływie 10 miesięcy od dnia jego wyboru albo 10 miesięcy od dnia ostatniego referendum w sprawie jego odwołania. Jednocześnie nie wolno go składać później niż na 8 miesięcy przed zakończeniem kadencji.

Kluczowe jest słowo: referendum.

W Warszawie we wrześniu 2026 roku referendum się nie odbyło. Nie zostało zarządzone i mieszkańcy nie poszli do urn. Skończyła się jedynie zbiórka podpisów.

Z literalnego brzmienia art. 5 ust. 2 ustawy wynika więc, że nie uruchomił się nowy 10-miesięczny okres liczony od „ostatniego referendum”, bo żadnego referendum nie było. Ustawa nie ustanawia osobnej 10-miesięcznej karencji, tylko dlatego, że poprzedni komitet nie zebrał wymaganej liczby podpisów.

To oznacza, że prawnie możliwe jest przygotowanie kolejnej inicjatywy referendalnej bez czekania dziesięciu miesięcy wyłącznie z powodu obecnej porażki zbiórki — oczywiście przy zachowaniu wszystkich wymogów proceduralnych.

Nowy inicjator musiałby ponownie formalnie zawiadomić prezydenta miasta oraz komisarza wyborczego o zamiarze przeprowadzenia referendum. Następnie od dnia takiego zawiadomienia biegnie 60-dniowy termin na zebranie wymaganej liczby podpisów.

Co więcej, niewykorzystane karty z poprzedniej zbiórki nie mogą po prostu zostać schowane do szuflady i użyte przy kolejnej próbie. Jeżeli wniosek nie został złożony, przepisy przewidują protokolarne zniszczenie kart z podpisami.

Nowa próba oznacza więc w praktyce nową procedurę.

Nowe zawiadomienie.

Nowe karty.

I ponowne przekonanie co najmniej jednej dziesiątej warszawskich wyborców.

I właśnie na tym polega demokracja

Najciekawszym elementem tej historii nie jest nawet to, kto dziś politycznie wygrał, a kto przegrał.

Ważniejsze jest to, że procedura zadziałała.

Grupa mieszkańców uznała, że prezydent i Rada Warszawy powinni zostać wcześniej odwołani. Prawo pozwoliło im rozpocząć procedurę. Dostali 60 dni. Zbierali podpisy w całym mieście. Zdobyli ich 111 tysięcy. To bardzo dużo ludzi.

Ale prawo wymagało więcej.

Dlatego referendum nie będzie.

Można to traktować jako korzystny wynik dla Rafała Trzaskowskiego. Można uważać 111 tysięcy podpisów za poważne ostrzeżenie dla władz Warszawy. Można też uznać całą akcję za dowód, że mechanizmy demokracji lokalnej rzeczywiście pozwalają obywatelom próbować odwołać wybraną władzę.

Bali Indonezja

Najważniejsze jest jednak coś jeszcze.

Demokracja nie kończy się wtedy, kiedy przegrywa nasza strona.

Demokracja zaczyna się właśnie wtedy, kiedy potrafimy zaakceptować wynik procedury również wtedy, gdy nie jest taki, jakiego oczekiwaliśmy.

Tym razem Rafał Trzaskowski zostaje.

A jego przeciwnicy, jeżeli nadal będą chcieli go odwołać, będą musieli ponownie przekonać do tego Warszawę.

Nie w internecie.

Nie na konferencji prasowej.

Nie liczbą wyświetleń.

Podpisami mieszkańców.

FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

Te same tezy kolejny rok z rzędu.

Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi.

Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23 września 2026 roku od II wojny światowej, niemieckiej okupacji i sowieckiej dominacji. Przekonywał, że nierozliczone zbrodnie stworzyły warunki do powrotu agresywnej polityki. To poważny argument. Moim zdaniem wymaga jednak dalszego ciągu, znacznie bardziej konkretnego niż apel o przywrócenie znaczenia prawa.

Rok wcześniej, na 80. sesji ONZ, mówił o pełnych rekompensatach także od państw, które rozpoczęły II wojnę światową. Zachowajmy tę chronologię: tegoroczny zapis nie zawiera wprost żądania reparacji od Niemiec. Nie trzeba go dopisywać, żeby zapytać o sens dyplomacji, w której rachunek historycznych krzywd staje się tak ważnym punktem odniesienia.

Polska ma prawo pamiętać.
Ma obowiązek dokumentować zbrodnie i upominać się o skrzywdzonych. Ale cierpienie naszych przodków nie zwalnia współczesnych władz z odpowiedzialności za ludzi, którzy żyją dzisiaj. Przeciwnie, powinno tę odpowiedzialność zwiększać. Każde wspomnienie o bezbronności poprzednich pokoleń powinno prowadzić do pytania o to, jak zabezpieczyć następne.

Bali Indonezja

Spór z Niemcami o reparacje trzeba oceniać także według skuteczności. Jakie porozumienie ma z niego wyniknąć? Jaką drogą zamierzamy do niego dojść? Jeżeli obywatel słyszy przede wszystkim, że pieniądze mu się należą, ma prawo oczekiwać informacji, co przybliża ich uzyskanie. Powtarzane żądanie nie jest jeszcze osiągnięciem dyplomatycznym. Nawet najbardziej uzasadniona krzywda nie zamienia się automatycznie w skuteczną politykę.

A bezpieczeństwa kraju nie można uzależniać od wyniku takiego sporu. Niezależnie od tego, co uda się wynegocjować z Berlinem, trzeba przygotować ochronę ludności, zabezpieczyć infrastrukturę i umieć współpracować z partnerami. Dzieci idące do szkoły nie mogą czekać na rozstrzygnięcie rachunków sprzed kilku pokoleń, żeby państwo potraktowało ich przyszłość poważnie.

Uczciwie przyznajmy: Nawrocki mówił również o modernizacji armii, energetyce, sztucznej inteligencji i reformie ONZ. Wskazał potrzebę stabilnego finansowania misji pokojowych. Moje zastrzeżenie dotyczy poziomu konkretności najważniejszych postulatów. W sprawie reformy ONZ chciałbym usłyszeć, jaki projekt Polska wnosi, z kim go uzgadnia i co zamierza zrobić, gdy napotka opór.

KIEDY KRAJE SIĘ ZBROJĄ, NAWROCKI NAWOŁUJE DO …

Od przemówienia nie oczekuję załącznika z budżetem ani instrukcji dla każdego ministerstwa. Oczekuję jednej inicjatywy, którą po roku będzie można sprawdzić. Przedstawienia zadania, odpowiedzialności i terminu. Wtedy kolejny wyjazd do Nowego Jorku mógłby służyć rozliczeniu wykonanej pracy. Bez takiego zobowiązania łatwo wrócić na tę samą mównicę z podobnie słusznym ostrzeżeniem.

Polska mogłaby na przykład zaproponować partnerom program ochrony cywilnej infrastruktury przed sabotażem, połączony ze wspólnymi ćwiczeniami służb ratowniczych. Określić własny wkład, zaprosić zainteresowane państwa i wyznaczyć pierwszy termin. To propozycja, którą należałoby dopiero przygotować i uzgodnić. Pokazuje jednak, jak można przełożyć historyczne doświadczenie zagrożenia na pracę przynoszącą sprawdzalne rezultaty.

Podobnie trzeba myśleć o wsparciu Ukrainy. Powinniśmy zabiegać o współpracę, która pozwoli jej chronić mieszkańców i utrzymać samodzielność, a naszym społeczeństwom wyjaśniać koszty oraz cel tego wysiłku. W relacjach z Niemcami warto równolegle domagać się odpowiedzialności za historię i budować dzisiejsze bezpieczeństwo. Skuteczna dyplomacja musi umieć prowadzić trudny spór z partnerem, z którym nadal potrzebujemy współpracy.

Historia uczy także, że przygotowanie do kryzysu zaczyna się długo przed pierwszym alarmem. W szkole, która pozwala rozpoznawać propagandę. W urzędzie, który umie przekazać jasną instrukcję, i w lokalnej wspólnocie, której członkowie potrafią sobie pomóc. To mniej widowiskowe niż przemówienie o narodowej krzywdzie. Trudniej zrobić z tego efektowny fragment do internetu. Właśnie dlatego polityka potrzebuje cierpliwości do takiej pracy.

CZY POLSKA MUSI WOJOWAĆ SZABELKĄ, NAWET W ONZ?

Zbyt łatwo godzimy się jednak na ocenianie przywódców według temperatury ich słów. Polityk mówi ostrzej, więc wydaje się silniejszy. Przywołuje większą tragedię, więc jego wystąpienie brzmi poważniej. Warto odwrócić ten odruch i pytać, co po przemówieniu zmieni się w praktyce. Kto podejmie rozmowy, kto przygotuje propozycję, po czym poznamy postęp? Taki sprawdzian powinien obowiązywać każdy obóz polityczny.

Nawrocki ma prawo korzystać z historycznej wiedzy. Chciałbym, żeby pomagała mu ona stawiać wymagania współczesnej Polsce, także własnemu zapleczu politycznemu. Pamięć o rozbitym społeczeństwie powinna skłaniać do szukania porozumienia. Pamięć o opuszczonym państwie powinna wzmacniać troskę o sojusze. W przeciwnym razie historia pozostaje bezpiecznym tematem do przemawiania, bo jej bohaterowie nie przyjdą rozliczyć nas z wykonania obietnic.

Bali Indonezja

Przyjdą za to następne pokolenia. Zapytają o szkoły, odporność państwa i decyzje podjęte wtedy, gdy jeszcze był czas. Chciałbym, żeby Polska mogła im pokazać coś więcej niż zbiór trafnych ostrzeżeń. Najbardziej gorzką powtórką z historii byłby kraj, którego przywódcy doskonale przewidzieli niebezpieczeństwo, lecz nie przygotowali obywateli na jego nadejście.

FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

Polska na dorobku, rząd na bogato

W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę.

Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby osób w szeroko rozumianym kierownictwie rządu potrafimy wystawić ekipę większą od kilku znacznie ludniejszych państw.

W przygotowanym zestawieniu dla Polski naliczyliśmy 108 osób: premiera, 20 ministrów, 78 wiceministrów w resortach oraz dziewięciu sekretarzy i podsekretarzy stanu w Kancelarii Premiera. Sama Rada Ministrów to 21 osób. Dopiero po doliczeniu niższego szczebla widać rzeczywiste rozmiary politycznego kierownictwa. Podstawą zliczenia były imienne wykazy ministerstw i KPRM. Skład Rady Ministrów, kierownictwo KPRM. a miało być TANIEJ?

Dla porównania: we Włoszech premier, ministrowie, wiceministrowie i podsekretarze dają 65 osób. W Indiach premier wraz z ministrami obu szczebli — 71. Francuski premier, ministrowie i ministrowie delegowani — 36. To różne ustroje, więc stanowiska nie odpowiadają sobie idealnie. Polska ma jednak jedną z najliczniejszych ekip wśród państw, dla których w tym porównaniu udało się ustalić pełne sumy. Skład rządu Włoch, wykaz indyjski, skład rządu Francji.

Chciałbym więc wiedzieć, jaką nadzwyczajną sprawność kupujemy za tę liczbę stanowisk.

Oczekiwałbym, że przy tak rozbudowanym kierownictwie odpowiedzialność będzie precyzyjnie przypisana, decyzje będą zapadały szybko, a obywatel bez trudu ustali, kto odpowiada za konkretną sprawę. Rząd powinien umieć pokazać te korzyści. Każde dodatkowe stanowisko wymaga uzasadnienia, które wytrzyma coś więcej niż negocjacje między koalicjantami.

Bali Indonezja

Koalicyjna równowaga może być politycznie potrzebna. Podatnik ma jednak prawo odmówić uznania jej za wystarczający rezultat pracy państwa.

Od rządu Donalda Tuska oczekuję prostego rozliczenia: jakie zadania wykonuje każda z tych osób, jakie decyzje podjęła i jakie wymierne efekty przyniosła jej praca. Chcę również wiedzieć, które kompetencje się nakładają i które stanowiska można połączyć. Odpowiedź powinna być dostępna równie łatwo jak zdjęcia z nominacji.

W przedsiębiorstwie dodatkowy szczebel zarządzania trzeba utrzymać z przychodów. Jeżeli zwiększa koszty, właściciel musi wykazać, że poprawia działanie firmy. Państwo również powinno przeprowadzać taki rachunek. Tymczasem podatnik nie może po prostu zrezygnować z usługi, kiedy uzna, że cena jest za wysoka.

Płaci dalej.

Właśnie dlatego standard gospodarności w administracji powinien być szczególnie wymagający. Publiczny pieniądz ma właściciela: człowieka, który wcześniej na niego pracował.

Koszt kierownictwa obejmuje wynagrodzenia i zaplecze organizacyjne. Ale rozbudowana struktura może generować także koszty trudniejsze do pokazania na pasku płacowym: dodatkowe uzgodnienia, rozmytą odpowiedzialność i czas poświęcony na koordynowanie kolejnych koordynatorów. Im bardziej skomplikowany schemat organizacyjny, tym staranniej trzeba sprawdzać, czy pomaga podejmować decyzje.

NAWET INDIE MAJĄ MNIEJSZY RZĄD NIŻ POLSKA?

Na takie pytania jest dziś szczególnie dobry moment. Według kwietniowej notyfikacji przekazanej Eurostatowi deficyt całego sektora instytucji rządowych i samorządowych w Polsce wyniósł w 2025 roku około 284 miliardów złotych, a wydatki odsetkowe około 98 miliardów złotych. To dane o finansach całego sektora publicznego. Pokazują skalę rachunku, z którym państwo musi się mierzyć. Notyfikacja fiskalna Polski, kwiecień 2026.

Oszczędności na kilkudziesięciu stanowiskach byłyby niewielkie wobec tych kwot. Ich redukcja sama nie naprawiłaby budżetu. Mogłaby jednak pokazać coś bardzo potrzebnego: że władza potrafi zastosować do siebie dyscyplinę, której oczekuje od społeczeństwa.

Bo argument „to niewiele w skali budżetu” jest niezwykle wygodny. Przy dostatecznie wielkim budżecie niemal każdy pojedynczy wydatek można w ten sposób unieważnić. Milion przestaje robić wrażenie, dziesięć milionów staje się drobiazgiem, a obywatel ma poczuć się małostkowy, że w ogóle pyta.

Nie zgadzam się na taką ekonomię.

Polska gospodarka potrzebuje kapitału, inwestycji, przewidywalnych zasad i sprawnie działających instytucji. Każda publiczna złotówka powinna być oceniana również pod kątem tego, co mogłaby sfinansować gdzie indziej. Dotyczy to zarówno wielkich programów, jak i wygodnych stanowisk na szczycie administracji.

Sama gospodarka nie wyraża na ten układ zgody. Rachunek ponoszą pracownicy, przedsiębiorcy i konsumenci. Polityczne przyzwolenie powstaje wtedy, gdy my przestajemy pytać, a środowiska gospodarcze traktują rozbudowę władzy jak pogodę: można ponarzekać, ale rzekomo nic nie da się zrobić.

CZY NIE DLATEGO PIS STRACIŁ WŁADZĘ, BO BUDOWAŁ BIZANCJUM?

Da się. Można domagać się jawnych kosztów, mierzalnych rezultatów i regularnego przeglądu stanowisk. Da się wymagać od własnej partii dokładnie tego samego, czego wymagało się od poprzedników. Można przestać mylić lojalność polityczną z obowiązkiem finansowania każdej decyzji kadrowej.

Polska nadal ma ogromne potrzeby rozwojowe. Tym bardziej oczekuję, że jej rząd będzie umiał uzasadnić własne rozmiary. Liczba nazwisk w kierownictwie powinna wynikać z pracy do wykonania.

Chciałbym wreszcie zobaczyć rekonstrukcję rządu, po której podatnik dostanie krótszą listę stanowisk, prostszy podział odpowiedzialności i lepszą obsługę.

Bo za państwo płacimy wszyscy. Wygodnie powinno być przede wszystkim obywatelom.

Bali Indonezja

FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy!

W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się zmienić w dyktaturę?

Bo gdy partia rządząca tuż przed głosowaniem zaczyna majstrować przy zasadach, według których ma zostać oceniona przez obywateli, zawsze pojawia się fundamentalne pytanie: czy naprawdę chodzi o ulepszenie demokracji, czy raczej o ulepszenie własnych szans na zwycięstwo?

Dzisiaj to pytanie bardzo głośno wybrzmiewa w Stanach Zjednoczonych.

W Missouri USA Trump i jego republikańskie władze stanowe podjęły próbę przerysowania mapy okręgów wyborczych do Izby Reprezentantów. Nie chodziło o niewinną korektę kilku linii na mapie. Nowy układ mógł pozwolić Republikanom zwiększyć przewagę w delegacji stanu z sześciu do siedmiu mandatów na osiem. Szczególne znaczenie miało rozbicie obszaru Kansas City, z którego od lat wybierany jest demokrata Emanuel Cleaver.

Cała operacja była elementem szerszej strategii Donalda Trumpa i Republikanów przed wyborami połówkowymi w 2026 roku. Chodziło o to, by tam, gdzie jest to politycznie możliwe, zmienić granice okręgów tak, aby zwiększyć szanse własnej partii na zdobywanie mandatów. Associated Press opisuje mapę Missouri wprost jako projekt wspierany przez Trumpa, który mógł dać Republikanom dodatkowe miejsce w Izbie Reprezentantów.

I właśnie tutaj do gry weszli obywatele.

Przeciwnicy nowej mapy zebrali ponad 300 tysięcy podpisów pod inicjatywą referendum. Sąd Najwyższy Missouri uznał, że wniosek był prawidłowy. Złożony w terminie, a więc nowa mapa nie mogła po prostu wejść w życie bez decyzji wyborców. Stanowy sąd stwierdził, że obowiązują okręgi wyznaczone w 2022 roku. Nowy podział może zacząć obowiązywać dopiero wtedy, gdy zaakceptują go mieszkańcy w referendum.

Sprawa zrobiła się jeszcze bardziej osobliwa, gdy sąd federalny nakazał użycie nowej mapy, mimo wcześniejszej decyzji sądu stanowego. Ostatecznie interweniował Sąd Najwyższy USA i sytuacja wróciła do punktu, w którym listopadowe wybory mają odbywać się według wcześniejszych granic.

Można oczywiście dyskutować o amerykańskich szczegółach prawnych. Można mówić o kompetencjach stanów, referendach, federalizmie czy prawach legislatury do wyznaczania okręgów.

Ale politycznie sprawa jest znacznie prostsza.

Partia posiadająca władzę próbowała zmienić zasady podziału mandatów w taki sposób, który dawał jej szansę zdobycia dodatkowego miejsca.

A to brzmi znajomo.

Bali Indonezja

Polska też zna poprawianie zasad przed wyborami.

Nie trzeba patrzeć za ocean Trumpa czy USA, żeby zobaczyć, jak niebezpieczna jest pokusa zmieniania reguł wyborczych przez tych, którzy akurat rządzą.

Wiosną 2020 roku Polska była w środku pandemii COVID-19. Wybory prezydenckie miały odbyć się 10 maja, a urzędujący prezydent Andrzej Duda, wspierany przez Prawo i Sprawiedliwość, ubiegał się o drugą kadencję.

W normalnej sytuacji można byłoby oczekiwać, że w obliczu niespotykanego kryzysu partie polityczne wspólnie uzgodnią rozwiązanie pozwalające bezpiecznie przeprowadzić wybory albo przesunąć ich termin.

Stało się inaczej.

6 kwietnia 2020 roku do Sejmu wpłynął projekt ustawy przewidujący przeprowadzenie wyborów prezydenckich wyłącznie korespondencyjnie. Tego samego dnia odbyły się kolejne etapy prac parlamentarnych. Ustawa przewidywała fundamentalną zmianę sposobu głosowania w wyborach, które miały odbyć się zaledwie kilka tygodni później.

To nie była drobna korekta techniczna.

Projekt przenosił część istotnych zadań związanych z organizacją wyborów z tradycyjnej administracji wyborczej do struktur rządowych, między innymi do ministra aktywów państwowych. Przewidywał powszechne głosowanie korespondencyjne, dostarczanie pakietów przez operatora pocztowego i szczególne zasady przygotowania głosowania.

OBWE/ODIHR alarmowało już 7 kwietnia, że tak daleko idące zmiany były procedowane w sposób dający bardzo ograniczone możliwości realnej debaty publicznej. Późniejszy raport międzynarodowych obserwatorów stwierdził, że część zmian zagroziła stabilności i przejrzystości prawa wyborczego oraz miała wpływ między innymi na kampanię, finansowanie wyborów i sposób głosowania.

Planowane wybory 10 maja ostatecznie się nie odbyły. Państwowa Komisja Wyborcza stwierdziła, że wyborcy nie mieli możliwości oddania głosu. Kilka tygodni później uchwalono kolejną specjalną ustawę, a wybory przeprowadzono 28 czerwca i 12 lipca.

Czy PiS tłumaczył swoje działania pandemią i konstytucyjnymi terminami? Oczywiście.

I ten argument trzeba uczciwie odnotować.

Ale równie uczciwie trzeba przypomnieć, że beneficjentem utrzymania szybkiego terminu wyborów był urzędujący prezydent wspierany przez partię rządzącą. Andrzej Duda miał ogromną rozpoznawalność, a pandemia praktycznie sparaliżowała tradycyjną kampanię jego konkurentów. Dlatego przeciwnicy PiS oceniali wówczas działania większości parlamentarnej nie jako neutralne ratowanie wyborów, lecz jako próbę stworzenia warunków korzystnych politycznie dla własnego kandydata.

POLITYK NIE POWINIEN ZMIENIAĆ ZASAD POLITYKI W TRAKCIE TRWANIA WŁASNEJ KADENCJI?

To ważne rozróżnienie: intencji politycznej nie da się udowodnić samym tekstem ustawy. Można natomiast oceniać skutki, tempo procedowania i to, kto na zmianach potencjalnie korzystał.

I właśnie dlatego stabilność prawa wyborczego jest tak istotna.

W 2023 roku historia częściowo się powtórzyła

Przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku większość PiS ponownie dokonała poważnej nowelizacji Kodeksu wyborczego. Ustawę uchwalono 26 stycznia, Senat chciał ją odrzucić, Sejm odrzucił stanowisko Senatu, a 13 marca podpisał ją prezydent Andrzej Duda.

Zmiany obejmowały między innymi organizację obwodów głosowania, Centralny Rejestr Wyborców oraz rozwiązania mające ułatwić części obywateli dotarcie do lokali wyborczych.

Można oczywiście argumentować — i PiS tak argumentował — że celem było zwiększenie frekwencji i ułatwienie ludziom głosowania.

Problem polegał na czymś innym: tak istotne zmiany dokonywano w roku wyborczym.

ODIHR po wyborach w 2023 roku zwróciło uwagę, że zmiany prawa zostały przyjęte krótko przed głosowaniem i bez wystarczających konsultacji publicznych. Międzynarodowi obserwatorzy stwierdzili również, że choć wybory były konkurencyjne, partia rządząca korzystała z wyraźnej przewagi wynikającej między innymi z wykorzystania zasobów państwa i sposobu działania mediów publicznych.

To powinno dawać do myślenia niezależnie od tego, czy ktoś głosuje na PiS, Platformę, Konfederację, Lewicę czy kogokolwiek innego.

Problem zaczyna się wtedy, gdy zawodnik ustawia bramki

Demokracja nie polega wyłącznie na tym, że raz na cztery lata można wrzucić kartkę do urny.

Demokracja wymaga również przekonania obywateli, że reguły gry nie są pisane pod konkretny wynik.

Wyobraźmy sobie mecz piłkarski, w którym jedna z drużyn nie tylko wychodzi na boisko, ale jednocześnie przed rozpoczęciem spotkania może przesunąć bramkę przeciwnika, zwęzić własną i wyznaczyć linie boczne.

Nadal można powiedzieć, że mecz się odbył.

Nadal obie drużyny mogą biegać po boisku.

Tylko coraz trudniej mówić o równych zasadach.

W Missouri chodziło o linie okręgów wyborczych. W Polsce w 2020 roku o sposób przeprowadzenia wyborów prezydenckich, a w 2023 roku o istotne elementy Kodeksu wyborczego. Mechanizmy prawne były różne, systemy polityczne są różne i byłoby uproszczeniem twierdzić, że wszystkie te przypadki są identyczne.

GDYBY PiS ZABRAŁO MANDATY POSELSKIE WARSZAWIE I DAŁO RZESZOWOWI, CO WTEDY BY SIĘ STAŁO?

Łączy je jednak coś znacznie bardziej fundamentalnego: pokusę, by większość polityczna wykorzystała możliwość stanowienia prawa również do kształtowania warunków następnych wyborów.

Tu właśnie powinien działać bezpiecznik.

Sądy. Niezależna administracja wyborcza. Wolne media. Organizacje obywatelskie. Stabilne przepisy. I przede wszystkim zasada, że najważniejszych reguł wyborczych nie zmienia się na ostatniej prostej tylko dlatego, że arytmetyka polityczna zaczyna wyglądać niekorzystnie.

Demokracja zaczyna się przed wrzuceniem karty do urny

W Missouri bezpieczniki zadziałały.

Obywatele zebrali podpisy. Sprawa trafiła do sądów. Próba zastosowania nowej mapy została zatrzymana, a o jej przyszłości mają wypowiedzieć się wyborcy.

Czy zakończy to amerykański gerrymandering? Oczywiście, że nie. Demokraci również mają na swoim koncie manipulowanie granicami okręgów tam, gdzie kontrolowali legislatury stanowe. Problem nie ma legitymacji partyjnej.

I właśnie to jest najważniejsza lekcja również dla Polski.

Nie chodzi o to, żeby powiedzieć: Trump jest jak PiS albo PiS jest jak Trump.

Chodzi o znacznie ważniejszą zasadę.

Bali Indonezja

Prawo wyborcze nie powinno być narzędziem kampanii wyborczej.

Jeżeli rządzący dochodzą do wniosku, że najłatwiejszym sposobem na poprawienie swoich szans jest poprawienie zasad wyborów, demokracja zaczyna się psuć jeszcze zanim pierwszy obywatel podejdzie do urny.

Najlepszym testem każdej zmiany prawa wyborczego jest więc bardzo proste pytanie:

Czy rządzący zgodziliby się na dokładnie takie same przepisy, gdyby za kilka miesięcy mieli znaleźć się w opozycji?

Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, prawdopodobnie nie jest to reforma demokracji.

To jest reforma wyniku.

FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ: