Wulkan dyktuje rozkład. Indonezja oraz Bali między chmurą popiołu, a odwołanym lotem!

Czy Bali w tej sytuacji jest bezpieczne?

Siedem zamkniętych lotnisk, około 2,3 tysiąca zakłóconych lotów i ponad 270 tysięcy pasażerów dotkniętych utrudnieniami od 5 września. Tak wygląda najnowszy bilans indonezyjskiego Ministerstwa Transportu. Erupcja Anak Krakatau zmieniła podróże po archipelagu w oczekiwanie na kolejne komunikaty. Bali przyjmuje samoloty, ale otwarte lotnisko nie gwarantuje, że zaplanowany lot się odbędzie. Ministerstwo Transportu Indonezji, 7 września

Żona Rizy miała w niedzielę polecieć z Dżakarty do Yogyakarty. Wylot zaplanowano na 8:55. Jak opowiadał jej mąż portalowi detikTravel, wiadomości o erupcji widzieli wcześniej, jednak pojechali na lotnisko. Czekali do około 9:30, kiedy lot został odwołany. Rozpoczęło się załatwianie zwrotu pieniędzy i szukanie innego połączenia. Ostatecznie samolot zastąpił pociąg odjeżdżający o 19:00 ze stacji Pasar Senen. O 15:00 Riza odwiózł żonę na dworzec. Kilka godzin wystarczyło, żeby podróż lotnicza zmieniła się w całodzienną reorganizację planów. Relacja pasażera w detikTravel

Ta historia nadaje konkretny wymiar urzędowym zestawieniom. Za odwołanym rejsem stoi ktoś, kto musi znaleźć pociąg, następny nocleg albo sposób dotarcia do rodziny. Na archipelagu, gdzie wiele podróży wymaga przelotu nad morzem, taka zamiana środka transportu bywa znacznie trudniejsza.

W poniedziałek 7 września najważniejsza aktualizacja dotyczy czasu zamknięcia lotnisk. AirNav Indonesia podaje dla siedmiu portów przewidywany termin do godziny 18:00 czasu Jawy, czyli 19:00 na Bali. To orientacyjny koniec ograniczenia zapisany w komunikatach lotniczych. Przywrócenie operacji zależy od dalszej oceny warunków. Oba stołeczne porty, Soekarno–Hatta i Halim Perdanakusuma, pozostają zamknięte. AirNav: status lotnisk Dżakarty

Bali Indonezja
Bali Indonezja

Wznowienie operacji w Pagar Alam jest zmianą na lepsze. Jednocześnie zamknięcie Dżakarty przenosi skutki erupcji daleko poza bezpośrednie otoczenie wulkanu. Samolot potrzebuje sprawnego lotniska na obu końcach trasy.

Na Bali port Ngurah Rai działa. Najnowszy potwierdzony w przejrzanych źródłach pełny bilans lokalnych utrudnień obejmuje jednak jeszcze niedzielę: do godziny 15:30 czasu Bali 6 września odnotowano 42 zmiany w realizacji lotów związane z erupcją. Dotyczyły połączeń z Dżakartą i Bandung. Liczby tej nie należy przedstawiać jako poniedziałkowego bilansu. Przedstawiciel lotniska informował, że pozostałe trasy obsługiwano normalnie. detikBali: komunikat lotniska i godzina bilansu

Poniedziałkowy komunikat Qantas dodatkowo pokazuje różnicę między kierunkami: przewoźnik wstrzymał loty do Dżakarty, informując zarazem, że jego połączenia z Bali pozostają niezakłócone. Dla pasażera w Denpasar najważniejszy staje się więc status konkretnego rejsu i lotniska docelowego. Stanowisko Qantas przytoczone 7 września

Na Jawie obraz również jest zróżnicowany. Juanda w Surabayi pozostaje czynna, ale do godziny 9:30 w poniedziałek odwołano tam 12 lotów: pięć przylotów i siedem odlotów. Według dyrekcji portu były to połączenia ze stołecznymi lotniskami Soekarno–Hatta i Halim. Juanda pracuje przez całą dobę, wspierając obsługę alternatywnych tras. IDN Times: dane Juandy z 7 września

Ministerstwo wskazało sześć portów mogących pomóc w obsłudze ruchu: Juandę, Adi Soemarmo w Solo, Yogyakarta International, Adisutjipto, Ahmad Yani w Semarang i Kertajati. Wykorzystanie tych możliwości zależy od gotowości operacyjnej oraz decyzji linii lotniczych. Urzędowy bilans na godzinę 9:00 czasu Jawy wynosi 270 337 pasażerów dotkniętych utrudnieniami od 5 września. Około 2,3 tysiąca zakłóconych lotów obejmuje odwołania, opóźnienia i przekierowania. Ministerstwo Transportu: bilans i lotniska alternatywne

KILKANAŚCIE AKTYWNOŚCI WULKANÓW W KILKA DNI, CZY TO NIE DZIWNE?

U źródła tego kryzysu znajduje się Anak Krakatau, wulkan w Cieśninie Sundajskiej między Jawą a Sumatrą. Według najnowszej oceny indonezyjskiej służby geologicznej jego ciągła erupcja trwała od 4 września, od godziny 23:07, do 6 września, do 00:04 czasu Jawy — blisko 25 godzin. Po zakończeniu tej fazy odnotowano trzy kolejne erupcje strombolijskie. Raport obejmujący sytuację do godziny 6:00 w poniedziałek podtrzymuje trzeci poziom zagrożenia, Siaga. Aktywność wulkanu nadal wymaga obserwacji. Ocena służby geologicznej przytoczona przez detikJabar

Koniec długiej fazy wybuchowej nie oznacza automatycznego otwarcia przestrzeni powietrznej. Wyrzucony materiał może nadal przemieszczać się z wiatrem. Według informacji BMKG przytoczonych 7 września popiół obserwowano na różnych wysokościach, sięgających około 4,6 oraz 15,2 kilometra. Położenie i kierunek przemieszczania się tych warstw mają znaczenie dla oceny bezpieczeństwa tras. Dane BMKG o rozprzestrzenianiu się popiołu

Dla samolotu taka chmura stanowi poważne zagrożenie. Drobiny popiołu ścierają powierzchnie, uszkadzają szyby i elementy silników. W gorącej części silnika materiał może się stopić. Następnie osadzać na chłodniejszych elementach, zakłócając jego pracę i prowadząc do utraty ciągu. Z perspektywy pasażera samolot stoi. Z perspektywy załogi i służb ruchu lotniczego trwa ocena ryzyka, którego nie da się odczytać z samego widoku nieba nad terminalem. USGS: wpływ popiołu wulkanicznego na samoloty

Anak Krakatau nie jest jedynym indonezyjskim wulkanem obecnym w najnowszych raportach. Semeru we wschodniej części Jawy wybuchł 7 września o 4:50 czasu lokalnego. Zarejestrowana erupcja trwała 112 sekund; wysokości kolumny nie udało się zaobserwować. Komunikat PVMBG przytoczony przez detikJatim

Ibu na Halmaherze, w prowincji Moluki Północne, wybuchł 6 września o 22:48 czasu wschodniej Indonezji. Kolumna wzniosła się około 500 metrów ponad szczyt. Utrzymano drugi poziom zagrożenia, Waspada. To kolejne potwierdzone zdarzenie z ostatniej nocy. Komunikaty dotyczące zamknięcia wymienionych siedmiu lotnisk wskazują jednak na popiół z Anak Krakatau.

Podobne problemy pojawiają się poza Azją. Nad Etną na Sycylii utrzymuje się aktywność rozpoczęta 4 września. Najnowszy dostępny biuletyn ośrodka VAAC w Tuluzie, wydany 7 września o 2:06 UTC, podaje czerwony kod dla lotnictwa oraz chmurę popiołu sięgającą około 3,7 kilometra nad poziomem morza, przemieszczającą się na południowy wschód. Samą erupcję opisano jako słabą. VAAC Toulouse: biuletyn dotyczący Etny

TYSIĄCE OPERACJI LOTNICZYCH ODWOŁANE, PARALIŻ TYLKO POOSTEPUJE!

W Katanii w dniach 4–5 września wprowadzano ograniczenia liczby przylotów. Na moment aktualizacji tego tekstu nie znalazłem potwierdzenia całkowitego zamknięcia lotniska. 7 września ani utrzymania dokładnie tych samych limitów. Aktualny alarm dotyczący popiołu i wcześniejsze ograniczenia ruchu trzeba więc czytać z ich datami. Informacja o ograniczeniach w Katanii

Z kolei w Gwatemali służba zarządzania kryzysowego CONRED raportowała 4 września o dwóch do pięciu eksplozji na godzinę na Fuego, popiele sięgającym 4,8 kilometra nad poziomem morza i opadzie w pobliskich miejscowościach. Ten komunikat dokumentuje aktywność wulkanu; nie zawiera informacji o zamknięciu lotniska. CONRED: raport o Fuego z 4 września

Bali Indonezja
Bali Indonezja

Równoczesna aktywność kilku wulkanów mieści się w zwykłym obrazie Ziemi. Smithsonian Global Volcanism Program wyjaśnia, że zazwyczaj trwa około 40–50 erupcji, z czego mniej więcej 20 wulkanów wykazuje aktywną erupcję danego dnia. Skala zakłóceń lotniczych zależy jednak od położenia wulkanu, ilości i wysokości popiołu, wiatru oraz przebiegu tras. Smithsonian Global Volcanism Program

Dla kogoś czekającego na Bali albo w Dżakarcie statystyka geologiczna ma ograniczoną wartość. Liczą się konkretne odpowiedzi: czy polecę, kiedy otrzymam następną informację, jak zmienić bilet, gdzie spędzę noc. Historia pasażerki, która zamieniła poranny lot na wieczorny pociąg, pokazuje tę sytuację w ludzkiej skali. Wulkan zmienia warunki nad archipelagiem. Podróżni zmieniają plany na ziemi — po jednym telefonie, rezerwacji i komunikacie.sądem.

FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

Zondacrypto: miliardy w tle, kolejne zatrzymania i pytanie, na które wciąż nie znamy odpowiedzi

0

Czy ta afera doprowadzi śledczych do Nawrockiego?

Jeszcze kilka miesięcy temu sprawa Zondacrypto mogła wyglądać jak kolejny kryzys giełdy kryptowalutowej: problemy z wypłatami, niezadowoleni klienci, spory o pieniądze. Dziś ten obraz jest zdecydowanie bardziej ponury. Mamy tysiące zawiadomień, postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Krajową, działania Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości, upadłość operatora giełdy, serię zatrzymań, wątek majątku zaginionego Sylwestra Suszka i coraz większe kwoty pojawiające się w materiale śledztwa.

Najnowszym zatrzymanym jest Roman Ż., opisywany przez media jako wieloletni wspólnik Sylwestra Suszka. Według informacji przekazanych przez prokuraturę zatrzymanie miało być związane z „uzasadnioną obawą ucieczki”. Podczas przeszukań zabezpieczono wartościowe przedmioty, zegarki oraz dokumentację dotyczącą działalności Zondacrypto. Interia przypomina jednocześnie, że Roman Ż. już od 2019 r. jest oskarżany w innym postępowaniu o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i pranie około 28 mln zł przez rachunki BitBay.
Ale Roman Ż. nie pojawia się w próżni. Zaledwie kilka dni wcześniej sąd zdecydował o trzymiesięcznym tymczasowym aresztowaniu Anny P., Jaromiry W. i Rafała Z. To właśnie ta trójka stanowi dziś jeden z najważniejszych elementów układanki wokół Zondacrypto. Wszystkie te osoby nie przyznały się do zarzucanych czynów, a więc należy pamiętać, że mówimy o zarzutach prokuratury, nie o prawomocnie stwierdzonej winie.

zondacrypto nawrocki
zondacrypto nawrocki

rzy zatrzymania, trzy różne fragmenty tej samej historii

Anna P. usłyszała m.in. zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem — według śledczych — miało być przejmowanie składników majątku Sylwestra Suszka. Prokuratura zarzuca jej również udział w wyrządzeniu operatorowi Zondacrypto szkody majątkowej w wielkich rozmiarach. Jednym z opisanych w komunikacie elementów jest nieruchomość w Katowicach warta około 700 tys. zł, która miała zostać przekazana bez zapłaty. Jeszcze poważniej brzmi trzeci wątek: utrudnianie postępowania dotyczącego pozbawienia wolności Sylwestra Suszka poprzez demontaż i zabór dysku z monitoringu stacji paliw oraz nakłanianie do składania fałszywych zeznań.

Jaromira W. również usłyszała zarzut udziału w grupie mającej przejmować majątek Suszka. Prokuratura opisuje przy tym operacje o skali znacznie większej. Chodzi m.in. o przekazanie z rachunku operatora Zondacrypto prawie 8 mln euro na zakup nieruchomości we Francji, potwierdzenie spłaty pożyczki na 2,9 mln euro, która — według śledczych — faktycznie nie została spłacona, oraz przejęcie katowickiej nieruchomości wartej około 800 tys. zł bez zapłaty. Jaromira W. usłyszała także zarzut prania 7,5 mln zł poprzez fikcyjny obrót nieruchomością.

Rafał Z. usłyszał zarzut przywłaszczenia powierzonych mu pieniędzy operatora Zondacrypto w wysokości 1,7 mln zł.

ILE OSÓB STRACIŁO CAŁY MAJĄTEK NA TEJ AFERZE?

A przecież wcześniej w tym samym śledztwie zatrzymano także Radosława P., prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Prokuratura zarzuciła mu m.in. płatną protekcję oraz działania związane z wypłatą środków w sytuacji grożącej operatorowi giełdy niewypłacalności. Radosław P. nie przyznał się do zarzutów.

Im więcej znamy szczegółów, tym trudniej traktować tę historię jako zwykłą upadłość firmy z branży kryptowalut.

350 milionów? To może być dopiero początek rachunku

Najważniejsze pytanie brzmi dziś: ile naprawdę kosztowała ta historia klientów i wierzycieli?

Pierwsza oficjalna odpowiedź prokuratury była już porażająca. W kwietniu 2026 r. śledczy informowali, że ustalona wówczas wysokość szkody wynosiła nie mniej niż 350 mln zł. Jednocześnie zaznaczali, że kwota zmienia się wraz z napływem kolejnych zawiadomień. W czerwcu zarejestrowanych było już ponad 3600 zawiadomień pokrzywdzonych.

Jednak najbardziej niepokojący jest inny fragment informacji prokuratury.

Według właściciela giełda już od 2022 r. miała nie posiadać dostępu do tzw. zimnego portfela, na którym znajdowało się około 4500 bitcoinów, a informacja ta miała być zatajona przed klientami.

I tu pojawia się skala, która całkowicie zmienia optykę sprawy.

Przy cenie Bitcoina wynoszącej obecnie około 80 tys. dolarów, 4500 BTC ma wartość około 360 mln dolarów. Przy kursie około 3,71 zł za dolara daje to w przybliżeniu 1,33–1,34 miliarda złotych.

To nie oznacza, że prokuratura stwierdziła szkodę w wysokości 1,34 mld zł. Nie wiemy jeszcze, czy całe 4500 BTC należy traktować jako utracone środki klientów, jaka część została odzyskana, jak są skonstruowane zobowiązania operatora i w jakim stopniu kwota ta pokrywa się z już wykazaną szkodą 350 mln zł.

Ale pokazuje skalę potencjalnej ekspozycji.

Dlatego nie wolno po prostu dodać 350 mln zł do 1,34 mld zł i ogłosić straty na poziomie 1,7 mld. Byłoby to metodologicznie nieuczciwe, ponieważ te wartości mogą się częściowo pokrywać.

Można natomiast powiedzieć coś innego: oficjalnie potwierdzona przez prokuraturę dolna granica szkody wynosiła co najmniej 350 mln zł, ale ekonomiczny wymiar całej afery może przekraczać miliard złotych, jeśli problem z około 4500 BTC okaże się rzeczywistym i trwałym niedoborem aktywów należnych klientom.

I to jest dziś prawdopodobnie najuczciwszy sposób przedstawienia skali.

JAKA BĘDZIE KOŃCOWA KWOTA TEJ AFERY?

Upadłość oznacza, że teoria spotkała się z rzeczywistością

27 sierpnia estoński sąd ogłosił upadłość BB Trade Estonia OÜ, operatora Zondacrypto. Prokuratura Krajowa oficjalnie wezwała wierzycieli do zgłaszania swoich roszczeń syndykowi.

To bardzo istotny moment.

Dopóki firma działa, zawsze można mówić o przejściowych problemach płynnościowych, procedurach compliance, opóźnieniach technicznych czy sporach z bankami. Upadłość brutalnie oddziela narrację od bilansu. Zaczyna się liczenie tego, co rzeczywiście istnieje, komu jest należne i czego brakuje.

I być może dopiero postępowanie upadłościowe pozwoli odpowiedzieć na pytanie, którego samo śledztwo karne może długo nie rozstrzygnąć: ile pieniędzy i kryptowalut należało do klientów, ile znajduje się jeszcze pod kontrolą syndyka lub organów ścigania, a ile bezpowrotnie zniknęło.

To już nie jest wyłącznie historia o kryptowalutach

Najbardziej charakterystyczne dla afer finansowych jest to, że na początku fascynujemy się mechanizmem. Tutaj są nim kryptowaluty, cold wallety, zagraniczne spółki, transfery w euro i cyfrowe portfele.

Ale po pewnym czasie okazuje się, że technologia jest jedynie dekoracją.

ISTOTNEpozostają klasyczne pytania: kto kontrolował pieniądze, kto podejmował decyzje, kto czerpał korzyści i kto wiedział, że sytuacja jest gorsza, niż przedstawiano ją klientom?

W sprawie Zondacrypto dochodzi do tego jeszcze jeden element, który czyni ją wyjątkową: zaginięcie Sylwestra Suszka. W lipcu 2026 r. prokuratura zdecydowała się połączyć postępowanie dotyczące giełdy ze śledztwem dotyczącym jego zaginięcia. Uznając, że między obiema sprawami istnieją związki podmiotowe i przedmiotowe.

Dlatego zatrzymanie Romana Ż. może być ważniejsze, niż wynikałoby z samego faktu pojawienia się kolejnego nazwiska w prokuratorskim komunikacie. Śledczy próbują dziś odtworzyć nie tylko przepływy pieniędzy. Próbują odtworzyć cały układ relacji wokół BitBay, późniejszego Zondacrypto i jego założyciela.

A to może oznaczać, że jesteśmy jeszcze daleko od końca tej historii.

zondacrypto nawrocki
zondacrypto nawrocki

Liczby, które warto zapamiętać

350 mln zł — co najmniej tyle wynosiła oficjalnie wskazywana przez prokuraturę szkoda klientów już na początku śledztwa.
Ponad 3600 — tyle zawiadomień pokrzywdzonych zarejestrowano do czerwca.
4500 BTC — tyle miało znajdować się na zimnym portfelu, do którego giełda według informacji przekazanych śledczym nie miała dostępu od 2022 r.
około 1,34 mld zł — orientacyjna dzisiejsza wartość tych 4500 BTC; nie jest to oficjalnie ustalona wysokość szkody, lecz obraz potencjalnej skali problemu.

Najważniejsze zdanie tej historii powinno więc brzmieć: nie wiemy jeszcze, ile dokładnie kosztowała afera Zondacrypto. Wiemy natomiast wystarczająco dużo, by powiedzieć, że 350 mln zł może być jedynie dolną granicą rachunku, którego ostateczna wartość może być liczona nie w setkach milionów, lecz potencjalnie w ponad miliardzie złotych.

I właśnie dlatego każde kolejne zatrzymanie jest dziś czymś więcej niż policyjnym komunikatem. To kolejny fragment odpowiedzi na pytanie, co naprawdę stało się z pieniędzmi tysięcy ludzi — i kto za podejmowane decyzje będzie musiał odpowiedzieć przed sądem.

FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

Dlaczego Rosja zaczyna prosić o rozejm?

0

Wysłannicy Trumpa w misji pomiędzy Moskwą a Kijowem.

Przez kilka lat Kreml próbował przekonać świat, że czas pracuje na korzyść Rosji. Że rosyjska gospodarka wytrzyma sankcje, przemysł wojenny będzie produkował bez końca, armia będzie miała kolejnych żołnierzy, a Zachód wcześniej czy później zmęczy się Ukrainą.

Dziś ten obraz wygląda znacznie mniej przekonująco.

Rosja nadal jest państwem zdolnym do prowadzenia bardzo brutalnej wojny. Nadal produkuje ogromne ilości uzbrojenia, dronów i amunicji, a jej przemysł obronny w wielu dziedzinach wykazał zdolność do szybkiej adaptacji. Nie można więc mówić o rosyjskiej armii jak o sile znajdującej się na krawędzi natychmiastowego rozpadu. Financial Times zwraca uwagę, że rosyjski sektor zbrojeniowy pozostaje niebezpiecznie wydajny i coraz mocniej stawia m.in. na masową produkcję dronów oraz systemów walki elektronicznej.

Problem Rosji polega jednak na czymś innym.

rosja ukraina
rosja ukraina

Cena osiągania nawet niewielkich sukcesów staje się coraz wyższa.

Według analizy Institute for the Study of War rosyjska ofensywa wiosenno-letnia 2026 roku nie doprowadziła do operacyjnego przełamania ukraińskich pozycji. W sierpniu Rosjanie zajęli według obserwacji ISW około 90 kilometrów kwadratowych terenu, a postępy pozostawały powolne i lokalne. Jednocześnie ukraiński Sztab Generalny szacował rosyjskie straty osobowe w sierpniu na ponad 42 tysiące zabitych i rannych. Są to oczywiście dane strony walczącej i należy traktować je z odpowiednią ostrożnością, ale nawet ISW wskazuje na bardzo wysoki koszt rosyjskich postępów.

Innymi słowy: Rosja przesuwa linię frontu, ale płaci za każdy kilometr coraz większą liczbą ludzi, sprzętu i pieniędzy.

I właśnie pieniądze mogą być drugim elementem tej układanki.

Rosyjski budżet coraz mocniej odczuwa koszt przedłużającej się wojny. Reuters informował w lipcu, że deficyt budżetu federalnego w 2026 roku może przekroczyć oficjalny plan o ponad bilion rubli. Ta kwota to około 12,9 miliarda dolarów. Już wcześniej pojawiały się analizy wskazujące, że niższe dochody z eksportu ropy, sankcje, wysokie stopy procentowe i rosnące wydatki mogą znacząco pogorszyć kondycję finansów państwa.

W lipcu rosyjskie przychody z eksportu ropy spadły według KSE Institute do około 13,8 miliarda dolarów. Zanotowano spadek z 15,8 miliarda miesiąc wcześniej. Jednym z problemów są ukraińskie ataki na rafinerie i infrastrukturę paliwową, które zaczynają uderzać nie tylko w przemysł wojskowy, ale również w normalne funkcjonowanie gospodarki.

I tutaj dochodzimy do elementu, który jeszcze kilka lat temu wydawałby się Rosjanom abstrakcyjny.

28 punktowy plan to policzek dla ukrainy?

Wojna coraz wyraźniej wraca na terytorium Rosji.

Ukraińskie drony regularnie powodują czasowe zamykanie rosyjskich lotnisk. W czerwcu podczas jednego z dużych ataków władze czasowo wstrzymały operacje na czterech lotniskach obsługujących Moskwę.

Na początku września pojawił się kolejny sygnał. Air Tanzania zawiesiła połączenia z Moskwą, powołując się na ocenę ryzyka i względy bezpieczeństwa. Wcześniej jej samolot lecący do Moskwy został przekierowany do Petersburga. Trzeba jednak zaznaczyć, że zawieszenie miało charakter tymczasowy i przewoźnik zapowiedział szybkie wznowienie lotów.

Również turecki Pegasus odwołał część nocnych połączeń do Rosji, choć oficjalnie tłumaczył to względami technicznymi i operacyjnymi i następnie przywrócił rozkład.

Nie mamy więc jeszcze podstaw, żeby mówić o masowej ucieczce zagranicznych linii lotniczych z rosyjskiego rynku.

Ale mamy coś, co dla Kremla może być znacznie bardziej niepokojące: pojawienie się pytania, czy rosyjska przestrzeń powietrzna nadal jest przewidywalnym i bezpiecznym środowiskiem dla międzynarodowego transportu.

A w gospodarce takie pytania mają swoją cenę.

Najpierw rosną koszty ubezpieczeń. Potem pojawiają się zmiany tras i odwołania lotów. Później część przewoźników może stwierdzić, że ryzyko przewyższa potencjalny zysk. Jeżeli taki proces zacząłby się rozwijać, oznaczałby kolejne ograniczenie kontaktów Rosji ze światem.

I właśnie dlatego najnowsze rozmowy pokojowe należy analizować nie tylko w kategoriach dyplomatycznych.

Być może Kreml nie zaczyna rozmawiać dlatego, że nagle uznał, iż wojna była błędem.

Być może zaczyna rozmawiać dlatego, że zmienia się bilans kosztów.

Każdy kolejny miesiąc oznacza tysiące kolejnych zabitych i rannych żołnierzy, dalsze zużywanie sprzętu, gigantyczne wydatki budżetowe, ataki na rafinerie, lotniska i infrastrukturę oraz coraz większą niepewność wewnątrz samej Rosji.

Do tego dochodzi presja amerykańska. Sekretarz skarbu USA Scott Bessent przekazał rosyjskiemu ministrowi finansów Antonowi Siłuanowowi. Normalizacja stosunków gospodarczych z Rosją nie będzie możliwa, dopóki wojna się nie zakończy.

To bardzo czytelny komunikat: pokój może otworzyć drzwi do gospodarczej normalizacji, dalsza wojna oznacza dalsze zaciskanie ekonomicznej pętli.

UKRAINA POWINNA ODZYSKAĆ 100% SWOICH ZIEM?

Nie należy jednak popadać w drugą skrajność.

Rosja nie znajduje się dziś w sytuacji, w której musi podpisać pokój za wszelką cenę. Nadal atakuje Ukrainę, nadal dysponuje ogromnym potencjałem militarnym i nadal próbuje poprawić swoją pozycję negocjacyjną na froncie. Co więcej, jeszcze 2 września ISW oceniał, że Władimir Putin publicznie odrzucał zamrożenie obecnej linii frontu i nie sygnalizował gotowości do rzeczywistych ustępstw.

Dlatego nadchodzących negocjacji nie należy przedstawiać jako rosyjskiej kapitulacji.

Można jednak postawić inne pytanie:

czy po raz pierwszy od dawna dalsze prowadzenie wojny zaczyna być dla Kremla droższe? Droższe niż rozpoczęcie poważnych rozmów o jej zakończeniu?

Bo wojny rzadko kończą się wtedy, kiedy jedna ze stron nagle odkrywa zalety pokoju.

Częściej kończą się wtedy, gdy cena dalszej walki zaczyna przewyższać możliwe korzyści.

I być może właśnie do takiego momentu Rosja zaczyna się niebezpiecznie zbliżać.

PiS Morawiecki

…

FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

PiS kontra Morawiecki. Czy wojna na prawicy ma drugie dno?

2

Wojna na prawicy ma drugie dno? Cień raportu o Nawrockim wraca nad PiS

Konflikt PiS i Mateusza Morawieckiego coraz mniej przypomina zwykły spór personalny. Oficjalnie chodzi o wpływy, stanowiska i przyszłość prawej strony sceny politycznej. W praktyce stawką może być znacznie więcej: kontrola nad polityczną narracją, lojalnością dawnych współpracowników i wiedzą o kulisach najważniejszych decyzji podejmowanych w obozie Zjednoczonej Prawicy.

Dziś pytanie nie brzmi już tylko, czy PiS chce osłabić Morawieckiego. Coraz bardziej zasadne staje się pytanie, jak daleko może posunąć się ten konflikt i jakie sprawy z przeszłości mogą zostać przy okazji ponownie wyciągnięte na światło dzienne.

PiS i Morawiecki w otwartym konflikcie

Spór między PiS a Morawieckim nabiera wyraźnie ostrzejszego charakteru. Jednym z punktów zapalnych stała się walka o stanowisko wicemarszałka Sejmu. To jednak tylko powierzchnia większego problemu.

Jeśli środowisko byłego premiera zacznie budować własną pozycję niezależnie od władz PiS, partia może potraktować to jako próbę stworzenia konkurencyjnego centrum na prawicy.
A dla PiS Morawiecki jest przeciwnikiem szczególnym.

Nie jest politykiem z zewnątrz. Przez lata był premierem, jednym z najważniejszych ludzi obozu władzy i uczestnikiem kluczowych narad. Zna mechanizmy działania partii, jej słabe punkty, konflikty personalne i kulisy decyzji, o których opinia publiczna mogła nigdy nie usłyszeć.

To właśnie dlatego obecny spór może być dla PiS znacznie bardziej niebezpieczny niż konflikt z typowym politycznym rywalem.

PiS Morawiecki
PiS Morawiecki

Morawiecki wie za dużo?

W polityce wiedza jest walutą.

A Morawiecki przez lata funkcjonował w samym centrum systemu władzy tworzonego przez PiS. Jeśli dziś jego relacje z dawnym zapleczem faktycznie się pogarszają, naturalne staje się pytanie, czy wraz z politycznym rozwodem mogą wrócić również sprawy, które dotąd pozostawały poza głównym nurtem publicznej debaty.

Jedną z nich może być dawny raport dotyczący Karola Nawrockiego.

Przed wyborami prezydenckimi w przestrzeni publicznej pojawił się dokument analizujący potencjalne zagrożenia wizerunkowe związane z Karolem Nawrockim. W materiale opisywano między innymi jego znajomości z osobami wywodzącymi się ze środowisk przestępczych i radykalnych.

Nie oznacza to jednak, że raport dowodził istnienia przestępczych powiązań Nawrockiego. Autorstwo dokumentu nie zostało jednoznacznie ustalone, a sam Nawrocki zdecydowanie odrzucał zawarte w nim sugestie i określał je jako manipulacyjne.

Mimo to polityczne znaczenie tej historii pozostaje oczywiste.

Skoro taki dokument funkcjonował przed podjęciem decyzji o kandydaturze Nawrockiego, kluczowe staje się pytanie, kto w PiS znał jego treść i jak oceniał związane z nim ryzyka.

JAKI UDZIAŁ W TYM WSZYSTKIM MA PAN GORZEŃ?

Co Morawiecki wiedział o raporcie dotyczącym Nawrockiego?

I tutaj wracamy do obecnego konfliktu PiS–Morawiecki.

Nie ma publicznie potwierdzonych informacji, że Mateusz Morawiecki zamierza wykorzystywać dawny raport dotyczący Karola Nawrockiego w politycznej walce. Nie ma też dowodu, że dokument jest bezpośrednio związany z obecnym sporem.

Ale pytanie o wiedzę byłego premiera jest całkowicie zasadne.

Czy Morawiecki znał ten raport?

Czy jego otoczenie analizowało ryzyka związane z kandydaturą Nawrockiego?

Czy wewnątrz PiS dochodziło na tym tle do sporów?
A może część polityków już wtedy uważała, że kandydatura Nawrockiego może kiedyś stać się obciążeniem dla partii?

Na razie nie znamy odpowiedzi.

Właśnie dlatego sprawa może wracać.

PiS może bać się nie Morawieckiego, lecz jego wiedzy

Najciekawszy element tego konfliktu nie dotyczy więc samego stanowiska wicemarszałka Sejmu.

Prawdziwą stawką może być polityczna niezależność Morawieckiego.

Jeżeli były premier zdecyduje się budować własne środowisko, przestanie być związany partyjną lojalnością wobec PiS. A wtedy zmienia się także jego pozycja wobec dawnych współpracowników.

To, co kiedyś było wiedzą wewnętrzną, może stać się argumentem w publicznym sporze.

To, co miało pozostać w partyjnych gabinetach, może trafić do mediów.

Właśnie dlatego konflikt PiS i Morawieckiego warto obserwować znacznie szerzej niż tylko przez pryzmat personalnych przepychanek.

Wojna PiS z Morawieckim może dopiero się zaczynać

Jeżeli PiS rzeczywiście zdecyduje się politycznie izolować byłego premiera, odpowiedź środowiska Morawieckiego może być znacznie bardziej dotkliwa niż walka o kilka stanowisk.

Były premier nie potrzebuje dziś formalnej kontroli nad partią, żeby stać się problemem dla jej kierownictwa.

Wystarczy, że zacznie mówić.

Nie musi nawet ujawniać żadnych sensacyjnych dokumentów. Sama możliwość publicznego opowiadania o kulisach funkcjonowania PiS może zmienić układ sił na prawicy.

Dlatego historia raportu dotyczącego Karola Nawrockiego jest interesująca nie dlatego, że można ją dziś bezpośrednio połączyć z konfliktem PiS–Morawiecki. Takiego dowodu nie ma.

Jest interesująca dlatego, że pokazuje, jak wiele politycznie niewygodnych tematów mogło przez lata funkcjonować wewnątrz obozu władzy.

A Morawiecki był bardzo blisko ich centrum.

CZY TO ZAKOŃCZY KARIERĘ MORAWIECKIEGO W POLITYCE?

PiS kontra Morawiecki. Najważniejsze pytanie dopiero przed nami

Obecny konflikt może być więc dopiero początkiem większego starcia.

PiS będzie próbowało utrzymać kontrolę nad prawą stroną sceny politycznej. Morawiecki może natomiast próbować udowodnić, że bez partyjnego szyldu wciąż jest zdolny budować własne zaplecze.

Jeżeli ta rywalizacja się zaostrzy, przeszłość zacznie odgrywać coraz większą rolę.

I wtedy najważniejsze pytanie nie będzie dotyczyło tego, kto zostanie wicemarszałkiem Sejmu.

Będzie brzmiało inaczej:

co Mateusz Morawiecki wie o decyzjach podejmowanych przez PiS i co z tą wiedzą zrobi, jeśli polityczna wojna stanie się otwarta?

PiS Morawiecki
PiS Morawiecki

…

FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

Prezydent kasuje E-dzienniczek, a CBA wchodzi do roboty?

Lobbysta nie musi pisać ustawy. Wystarczy, że napisze argument.

W polskiej polityce słowo „lobbing” działa niemal jak oskarżenie. Kiedy pada, natychmiast wyobrażamy sobie korytarz sejmowy, dyskretną rozmowę, biznesmena z teczką i polityka, który chwilę później podnosi rękę podczas głosowania.

Tyle że współczesny lobbing zwykle wygląda znacznie subtelniej.

Najskuteczniejszy lobbysta nie musi bowiem kupować polityka. Nie musi nawet z nim rozmawiać. Czasem wystarczy, że dostarczy mu argument, ekspertyzę, gotową narrację i politycznie wygodne uzasadnienie decyzji.

I właśnie dlatego historia państwowego eDziennika jest ciekawsza niż kolejna awantura między rządem a Pałacem Prezydenckim.

Prezydent Karol Nawrocki 28 sierpnia 2026 roku zawetował ustawę umożliwiającą stworzenie państwowego eDziennika. Oficjalnie wśród zastrzeżeń pojawiły się koszty, bezpieczeństwo danych oraz ryzyko problemów przy wdrażaniu rozwiązania. Sam fakt weta jest bezsporny. Bezsporne jest również to, że projekt stworzyłby publiczną konkurencję dla działających już na rynku systemów komercyjnych.

I tu zaczyna się część znacznie ciekawsza.

Rządowa propozycja nie zakładała wyrzucenia prywatnych dostawców ze szkół. Według dostępnych informacji korzystanie z państwowego systemu miało być dobrowolne, a decyzję podejmowałaby szkoła wraz z organem prowadzącym. Państwo chciało jednak zaoferować bezpłatną alternatywę zintegrowaną między innymi z mObywatelem i Systemem Informacji Oświatowej. Maksymalny limit wydatków zapisany dla projektu na lata 2026–2035 wynosił około 216,5 mln zł.

Dla rodzica może to brzmieć jak dyskusja o aplikacji.

prezydent cba
prezydent cba

Dla biznesu jest to jednak dyskusja o rynku.

Tam, gdzie państwo wchodzi z bezpłatną usługą na obszar obsługiwany dotąd przez podmioty komercyjne, pojawia się oczywisty konflikt interesów ekonomicznych. I nie ma w tym jeszcze niczego nagannego. Firma ma prawo bronić swojego rynku. Organizacja przedsiębiorców ma prawo przekonywać polityków, że państwowy konkurent będzie drogi, niewydolny albo niebezpieczny. Ekspert ma prawo przedstawić analizę wskazującą słabe strony projektu.

To właśnie jest lobbing.

Polska ustawa mówi o tym zaskakująco jasno. Działalnością lobbingową jest zgodne z prawem działanie zmierzające do wywarcia wpływu na organy władzy publicznej w procesie stanowienia prawa.

Problemem demokracji nie jest więc istnienie lobbingu. Problemem jest niewidzialność lobbingu.

Od interesu do „niezależnego argumentu”

Model działania jest często prosty.

Na początku istnieje interes ekonomiczny.

Firma może stracić klientów, przychody albo uprzywilejowaną pozycję rynkową. Nie występuje jednak publicznie z komunikatem: „prosimy zatrzymać tę ustawę, ponieważ może zmniejszyć nasze zyski”.

Taki argument politycznie brzmi źle.

Dlatego interes trzeba przetłumaczyć na język dobra publicznego.

Zamiast: „stracimy rynek”, pojawia się: „państwo wypiera prywatnych przedsiębiorców”.

Zamiast: „nasz model biznesowy zostanie zagrożony”, pojawia się: „centralizacja danych zagraża bezpieczeństwu dzieci”.

Każdy z tych argumentów może być prawdziwy. Każdy należy sprawdzić. I właśnie tutaj tkwi sedno problemu.

Nie chodzi o to, czy argument jest wygodny dla biznesu.

CZY DUOPOL W TEJ BRANŻY STRACIŁBY MILIONY?

Chodzi o to, kto go stworzył, kto go przekazał politykowi, na jakich danych został oparty i czy odbiorca wiedział, czyj interes za nim stoi.

W sprawie eDziennika wiceministra Katarzyna Lubnauer zwróciła uwagę, że część argumentów używanych przeciwko projektowi była podobna do argumentacji pojawiającej się wcześniej w pismach organizacji skupiających przedsiębiorców związanych z komercyjnymi e-dziennikami. MEN zapowiedział skierowanie sprawy do CBA w celu zbadania ewentualnego wpływu lobbystów lub firm z tego rynku. To jednak na obecnym etapie podejrzenie wymagające weryfikacji, a nie dowód, że ktokolwiek złamał prawo.
I tę różnicę warto podkreślić grubą kreską.

Podobieństwo argumentów nie dowodzi nielegalnego wpływu.

Pokazuje jednak, jak może wyglądać łańcuch oddziaływania politycznego.

Lobbysta nie zawsze puka do drzwi ministra

Najbardziej prymitywny obraz lobbingu zakłada bezpośrednie spotkanie przedsiębiorcy z politykiem.

Nowoczesny model jest znacznie bardziej rozproszony.

Firma przedstawia stanowisko organizacji branżowej. Organizacja zamawia analizę. Analizę cytuje ekspert. Eksperta zaprasza komisja parlamentarna albo medium. Argument przejmuje poseł. W mediach społecznościowych zaczynają go powtarzać kolejni politycy. Po kilku dniach jego źródło staje się niewidoczne.

Pozostaje tylko przekaz:

„To zły projekt”.

W ten sposób interes prywatny może zostać przekształcony w pozornie całkowicie autonomiczną opinię polityczną.

Nie oznacza to, że ekspert jest kupiony, poseł sterowany, a dziennikarz zmanipulowany. Często każdy uczestnik tego łańcucha działa w dobrej wierze.

Na tym właśnie polega siła profesjonalnego wpływu.

Nie trzeba sterować ludźmi.

Wystarczy dostarczyć im informacje, które będą chcieli powtarzać.

Najcenniejszą walutą lobbysty jest wiarygodność

Dobry lobbysta bardzo rzadko mówi politykowi: „zrób to, bo mój klient na tym zarobi”.

Mówi raczej:

„Mamy analizę”.

„Eksperci ostrzegają”.

„Samorządy mają wątpliwości”.

„Branża alarmuje”.

„Użytkownicy obawiają się zmian”.

„Projekt może naruszyć bezpieczeństwo”.

Im większa odległość między pierwotnym interesem ekonomicznym a osobą wypowiadającą argument publicznie, tym skuteczniejszy może być przekaz.

Dlatego największą wartością w politycznym lobbingu nie jest dostęp do polityka.

Jest nią zdolność wprowadzenia własnego sposobu opowiadania o problemie do debaty publicznej.

Jeżeli uda się narzucić język dyskusji, połowa bitwy jest już wygrana.

Wtedy politycy nie spierają się już o to, czy państwowy eDziennik zwiększy konkurencję.

Spierają się o „centralizację”.

Nie pytają, ile rodzice i szkoły wydają łącznie na rozwiązania komercyjne.

Rozmawiają o „216 milionach kosztów”.

Nie pytają, czy pilotaż może ujawnić błędy.

Rozmawiają o „chaosie w szkołach”.

Ponownie: wszystkie te obawy mogą być uzasadnione.

Ale wybór pytania jest już elementem politycznej walki.

Ten, kto definiuje problem, bardzo często definiuje również katalog dopuszczalnych odpowiedzi.

CZY TE FIRMY NACISKAŁY NA PREZYDENTA?

Polska ma rejestr. Nie ma pełnego obrazu

Teoretycznie państwo dostrzega problem.

Istnieje ustawa o działalności lobbingowej, istnieje rejestr zawodowych lobbystów, istnieją procedury ujawniania części kontaktów z administracją.

Jednak OECD zwraca uwagę na znaczącą lukę. Według oceny organizacji polski rejestr wskazuje przede wszystkim, kto jest lobbystą, ale nie zapewnia pełnej informacji o tym, w jakiej sprawie działa, jakich decyzji dotyczy jego aktywność i jakimi metodami próbuje wpływać na proces decyzyjny. OECD ocenia, że polskie regulacje częściowo odpowiadają standardom międzynarodowym, ale ich praktyczne wdrożenie pozostaje słabsze od najlepszych rozwiązań stosowanych w innych państwach.

To zasadnicza różnica.

Lista nazwisk mówi nam bardzo niewiele.

Demokracja potrzebuje raczej odpowiedzi na pięć pytań:

Kto? W czyim interesie? Z kim rozmawiał? O czym? I czego chciał?

OECD wskazuje również rozwiązania, które zwiększają przejrzystość: dokładniejsze rejestry, ujawnianie przedmiotu lobbingu, publikowanie kalendarzy spotkań osób podejmujących decyzje oraz tzw. legislative footprint — śladu legislacyjnego pokazującego, jakie podmioty uczestniczyły w powstawaniu konkretnej regulacji.

I właśnie takiej wiedzy brakuje obywatelowi najbardziej.

PREZYDENT CBA
PREZYDENT CBA

Nie zakazujmy lobbingu. Zapalmy światło

Najgorszą reakcją na tę historię byłoby stwierdzenie, że przedsiębiorcy nie powinni mieć prawa wpływać na politykę.

Powinni.

Tak samo jak związki zawodowe, organizacje rodziców, nauczyciele, fundacje, samorządy, organizacje ekologiczne, lekarze czy rolnicy.

Demokracja bez reprezentowania interesów nie istnieje.

Ale istnieje ogromna różnica między reprezentowaniem interesów a ukrywaniem ich źródła.

Jeżeli przedstawiciel firmy spotyka się z politykiem i mówi: „reprezentuję przedsiębiorstwo X, ta ustawa może nam zaszkodzić i przedstawiam następujące argumenty” — obywatel może ocenić zarówno argument, jak i interes stojący za jego autorem.

Jeżeli dokładnie ten sam argument pojawia się kilka tygodni później w ustach polityka, ale nie jesteśmy w stanie ustalić jego drogi od zainteresowanej firmy do decydenta, demokracja traci coś bardzo ważnego: możliwość kontroli.

Nie wiemy bowiem, czy obserwujemy niezależny osąd polityka, skuteczny lobbing, kampanię organizacji branżowej czy spontaniczną zbieżność poglądów.

I dlatego sprawa państwowego eDziennika jest większa niż sam eDziennik.

Nie chodzi tylko o Librusa, Vulcana, Ministerstwo Edukacji czy prezydenckie weto.

Chodzi o znacznie ważniejsze pytanie:

czy obywatel ma prawo wiedzieć, kto naprawdę uczestniczy w pisaniu argumentów, z których później powstają decyzje państwa?

Moim zdaniem ma.

Bo w nowoczesnej polityce wpływu nie kupuje się wyłącznie pieniędzmi.

Kupuje się go wiedzą, dostępem, ekspertyzą, kontaktami, narracją i umiejętnością pojawienia się w odpowiednim miejscu dokładnie wtedy, kiedy polityk potrzebuje argumentu.

Najlepszy lobbysta nie musi więc napisać ustawy.

Nie musi nawet napisać poprawki.

Czasami wystarczy, że napisze zdanie, które później ktoś inny wypowie przed kamerą.

I być może właśnie dlatego prawdziwym lekarstwem na nadmierny wpływ lobbystów nie jest zakaz lobbingu.

Jest nim światło.

FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ:

USA ponownie zrywa pokój z Iranem. Iran odpowiada …

1

Trump walczy z Iranem. Rachunek może zapłacić Europa.

Donald Trump może prowadzić wojnę z Iranem tysiące kilometrów od Warszawy, Berlina czy Paryża. Problem w tym, że współczesne konflikty nie respektują geografii. Pociski spadają na Bliskim Wschodzie, ale ich polityczne, militarne i gospodarcze odłamki mogą bardzo szybko dolecieć do Europy. Czy USA zrywając pokój z Iranem, aby na pewno wie co Iran może zrobić w odwecie?

I właśnie dlatego najważniejszym pytaniem nie jest dziś wyłącznie to, czy Stany Zjednoczone są w stanie wygrać starcie z Iranem. Pytanie brzmi: co stanie się z bezpieczeństwem Europy, jeżeli Amerykanie ugrzęzną w tej wojnie na miesiące albo lata?

Pierwsze ostrzeżenie płynie z samego Pentagonu.

Według ujawnionych informacji dowódcy amerykańskich wojsk lądowych, marynarki i sił powietrznych oraz generałowie odpowiedzialni za działania USA w Europie i Azji ostrzegają, że przedłużająca się operacja przeciwko Iranowi pochłania ludzi, okręty, samoloty i amunicję potrzebne również w innych częściach świata.

To nie jest spór akademicki.

To pytanie o to, ile amerykańskiej siły militarnej zostanie dla Europy.

USA IRAN
USA IRAN

Najgroźniejszy scenariusz siedzi na Kremlu

Rosja nie musi angażować się po stronie Iranu, aby skorzystać na wojnie Trumpa. Tylko czy USA musi nadal atakować Iran, aby rosja odpuściła Urainie?

Wystarczy, że Stany Zjednoczone będą zmuszone przesuwać kolejne niszczyciele, systemy obrony przeciwlotniczej, samoloty i zapasy rakiet na Bliski Wschód.

Każda bateria Patriot potrzebna do ochrony amerykańskich baz przed irańskimi pociskami jest baterią, której nie można w tym samym czasie wykorzystać gdzie indziej.

A sytuacja zaczyna być poważna.

Amerykańscy i natowscy urzędnicy alarmują, że zapasy części pocisków przechwytujących Patriot w Europie znalazły się na poziomie określanym jako krytyczny. Wojna z Iranem tylko pogłębia ten problem.

Dla Polski, krajów bałtyckich czy Rumunii nie jest to abstrakcyjna kwestia logistyczna. To jeden z fundamentów odstraszania Rosji.

Największym prezentem, jaki Waszyngton mógłby dziś zrobić Moskwie, nie byłoby więc wycofanie się z NATO.

Wystarczyłoby, aby Ameryka pozostała w NATO formalnie, ale jej najważniejsze zasoby były zajęte gdzie indziej.

Kreml dokładnie obserwuje takie momenty.

Państwa rewizjonistyczne nie muszą czekać na całkowitą słabość przeciwnika. Często wystarcza im moment rozproszenia.

CHYBA ŻE USA CELOWO OSŁABIA SWOJE ZDOLNOŚCI, TYLKO PO CO?

Europa może dostać kolejny rachunek za energię

Drugim frontem tej wojny jest Cieśnina Ormuz.

To jeden z najważniejszych szlaków energetycznych świata. Każde poważne ograniczenie ruchu tankowców oznacza presję na ceny ropy i gazu.

Europa przekonała się już po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, jak szybko kryzys energetyczny potrafi zamienić się w kryzys gospodarczy, społeczny i polityczny.

Komisja Europejska przeanalizowała scenariusz, w którym zakłócenia w rejonie Zatoki Perskiej utrzymują się przez dłuższy czas. W takim wariancie cena ropy mogłaby sięgnąć około 180 dolarów za baryłkę, a europejskiego gazu około 80 euro za MWh.

NATO również nie zachowuje się dziś jak sojusz pogodzony z rosyjską przewagą. Na szczycie w Ankarze państwa Sojuszu zadeklarowały 70 mld euro pomocy wojskowej, wyposażenia i szkoleń dla Ukrainy na 2026 r., zapowiadając utrzymanie co najmniej porównywalnego poziomu także w 2027 r.

Nie oznacza to, że taki scenariusz musi się wydarzyć.

Oznacza jednak, że instytucje europejskie traktują go na tyle poważnie, by przygotowywać dla niego modele gospodarcze.

Droższa ropa to droższy transport.

Droższy transport to droższa żywność.

Droższy gaz to wyższe koszty przemysłu.

A wyższe ceny energii oznaczają kolejną presję inflacyjną dokładnie w momencie, kiedy europejskie gospodarki potrzebują pieniędzy na gigantyczne inwestycje w obronność.

W ten sposób wojna w Iranie może uderzyć w Europę podwójnie: zmusić ją do większych wydatków wojskowych, a jednocześnie ograniczyć gospodarcze możliwości ich finansowania.

IRAN ODPOWIADA OGNIEM, CZYŻBY TO BYŁO NA RĘKĘ ROSJI?

Trump może zmusić Europę do szybszego usamodzielnienia się

Jest też problem bardziej fundamentalny.

Od zakończenia II wojny światowej bezpieczeństwo Europy opierało się na założeniu, że w sytuacji największego zagrożenia za europejskimi armiami stoi potencjał Stanów Zjednoczonych.

Ale potencjał nawet największego mocarstwa nie jest nieskończony.

Amerykanie muszą równocześnie patrzeć na Chiny, Koreę Północną, Rosję, Bliski Wschód i własne terytorium.

Pentagon już naciska na europejskich sojuszników, aby przejmowali większą odpowiedzialność za obronę własnego kontynentu.

Jeżeli wojna z Iranem będzie trwała, ten proces może gwałtownie przyspieszyć.

Dla Europy oznacza to brutalne przebudzenie.

Nie za pięć czy dziesięć lat.

Teraz.

Europa będzie potrzebowała więcej własnych systemów przeciwlotniczych, więcej amunicji, więcej rakiet dalekiego zasięgu, większej produkcji zbrojeniowej i przede wszystkim zdolności do prowadzenia dużej operacji wojskowej bez założenia, że Amerykanie zawsze dostarczą brakujące elementy.

Dla Polski to szczególnie ważne.

Możemy kupować amerykańskie uzbrojenie za dziesiątki miliardów dolarów, ale zakup systemu nie oznacza jeszcze strategicznej niezależności. Potrzebne są również zapasy amunicji, części zamienne, produkcja, logistyka i możliwość długotrwałego prowadzenia walki.

Wojna z Iranem pokazuje, jak szybko globalne zapasy nowoczesnych pocisków mogą zacząć topnieć.

Jest jeszcze ryzyko, o którym mówi się ciszej

Jeżeli konflikt zacznie się rozszerzać, Europa może przestać być wyłącznie obserwatorem.

Na jej terytorium znajdują się amerykańskie bazy, centra logistyczne i instalacje wojskowe.

Iran nie musi nawet przeprowadzać klasycznego ataku rakietowego na europejskie miasta, aby zwiększyć presję.

W grę wchodzą cyberataki, operacje sabotażowe, ataki na infrastrukturę energetyczną, transportową czy telekomunikacyjną oraz działania prowadzone przez pośredników.

Im dłużej trwa wojna, tym większa liczba potencjalnych punktów zapalnych.

Do tego dochodzi presja migracyjna i polityczna. Destabilizacja kolejnego dużego państwa Bliskiego Wschodu mogłaby uruchomić następne fale uchodźców i jeszcze bardziej spolaryzować europejską debatę publiczną.

Historia ostatnich dwóch dekad powinna nauczyć Europę jednego: wojny na Bliskim Wschodzie bardzo rzadko pozostają wyłącznie problemem Bliskiego Wschodu.

Czy aby na pewno Iran był największym problemem świata?

Największym ryzykiem dla Europy nie jest dziś to, że irańska armia ruszy na Zachód.

Największym ryzykiem jest strategiczne rozproszenie Stanów Zjednoczonych.

Ameryka może być najpotężniejszym państwem świata, ale nawet ona nie posiada nieograniczonej liczby niszczycieli, rakiet Patriot, samolotów, pilotów i żołnierzy.

Jeżeli Trump zdecyduje, że Iran wymaga kolejnych miesięcy lub lat wojny, Europa będzie musiała zadać sobie pytanie, którego przez dekady starała się unikać:

czy potrafimy obronić własny kontynent, jeśli uwaga Ameryki będzie skierowana gdzie indziej?

Dla Polski odpowiedź na to pytanie ma znaczenie egzystencjalne.

Bo patrząc z Warszawy, największym beneficjentem długiej wojny amerykańsko-irańskiej może ostatecznie okazać się nie Teheran.

Może nim być Moskwa.

I właśnie dlatego każdy kolejny miesiąc wojny Trumpa z Iranem powinien być w europejskich stolicach traktowany nie jak odległy konflikt na Bliskim Wschodzie, lecz jak kolejny test bezpieczeństwa Europy.

FELIETON POWSTAŁ NA PODSTAWIE TEGO MATERIAŁU: LINK TUTAJ

  • Alkoholowa Polska. Prezydenckie weto, krakowski eksperyment i miliardy, które tracimy na piciu

    Prezydent widzi wyborców, a nie cierpienie obywateli. Czy państwo powinno zarabiać na alkoholu, czy raczej ograniczać straty, które jego spożywanie powoduje? Kraków dostarcza argumentów do ogólnopolskiej dyskusji, a decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu podwyżki akcyzy nadaje jej dodatkowy polityczny wymiar. Prezydent powiedział „nie” podwyżce akcyzy 18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę…

  • Nie nasz, nie wasz. Polski. Czy czas na reset Trybunału Konstytucyjnego?

    Trybunał, któremu musimy znowu zaufać Problem Polski nie polega dziś wyłącznie na tym, kto siedzi w fotelu prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Problem jest znacznie poważniejszy: część obywateli przestała wierzyć, że Trybunał stoi ponad polityczną wojną. A państwo, w którym konstytucyjny bezpiecznik sam staje się przedmiotem sporu, zaczyna mieć problem większy niż jakakolwiek partia. Najnowsza odsłona konfliktu…

  • Trzaskowski spokojny, referendum w Warszawie odwołane.

    Koniec stresu dla Warszawy. Trzaskowski może działać dalej. Warszawa nie pójdzie do referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego i Rady Warszawy. Inicjatorzy Stołecznej Operacji Referendalnej zebrali około 111 tysięcy podpisów. Potrzebowali około 132 tysięcy. Zabrakło mniej więcej 21 tysięcy. I właśnie w tym miejscu można mówić o demokracji — choć zapewne każda ze stron rozumie…

  • Nawrocki w ONZ walczy o reparacje zamiast o pokój.

    Te same tezy kolejny rok z rzędu. Po przemówieniu polskiego prezydenta w ONZ chciałbym wiedzieć, co Polska zamierza zrobić, żeby nasze dzieci za dziesięć lat żyły bezpieczniej. Jaką inicjatywę proponujemy światu i kogo potrafimy do niej przekonać. Pamięć o dawnych krzywdach nadaje tym pytaniom ciężar. Sama jednak nie przynosi odpowiedzi. Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie 23…

  • Polska ma jeden z największych RZĄDÓW w całym G20.

    Polska na dorobku, rząd na bogato W Polsce obywatel powinien być oszczędny, przedsiębiorca wydajny, a pracownik elastyczny. Władza najwyraźniej najbardziej ceni tę ostatnią cechę. Zwłaszcza kiedy trzeba elastycznie zmieścić przy rządowym stole jeszcze jedną osobę. Nie jesteśmy państwem wielkości Indii. Nie mamy tylu mieszkańców co Japonia, Niemcy, Francja czy Włochy. A jednak pod względem liczby…

  • Trump i jego USA niczym Kaczyński, tuż przed wyborami chce zmienić okręgi wyborcze!!!

    Kiedy władza zaczyna poprawiać zasady wyborów. Wtedy w USA Trump ma problemy! W demokracji można zmieniać podatki, ministrów, programy społeczne, granice administracyjne, a nawet konstytucję, jeśli ma się do tego odpowiednią większość. Jest jednak jedna dziedzina, przy której każdej władzy powinna zapalać się czerwona lampka: reguły wyborów. Czyżby USA za czasów Trumpa całkowicie chciało się…

Oryginalny tekst będący podstawą napisanego felietonu, najdziesz TUTAJ: